wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział VIII - Zgoda(?)

Szłam przed siebie. Mamrocząc coś pod nosem. Niezbyt wiedziałam jakie słowa lecą z moich ust.
- No to początek dnia okropny. Ciekawe co będzie dalej. - powiedziałam sama do siebie. Kiedy zaniosłam buty poszłam do sali. Byłam zdenerwowana. Nienawidziłam i nienawidzę nadal wchodzić do sali, gdy trwa lekcja. Tym bardziej jeśli się spóźniam. Ręka mi drży ze strachu. Myślę czy nie uciec, ale jednak wejdę tam. Zaczynam lekko uderzać o drzwi, a później je otwieram. Ujrzałam klasę, a w całej sali grobowa cisza. Wszyscy się na mnie patrzą, a ja na nich.
- Będziesz się tak patrzyła czy siądziesz? - powiedziała zdenerwowana nauczycielka.
- Przepraszam. -powiedziałam zawstydzona. Po tych słowach zaczęłam podążać w stronę mojej ławki. Na sobie czułam wzrok wszystkich osób. Gdy usiadłam na miejsce nauczycielka wróciła do dalszej czynności.
* * *
Po dzwonku kończącym lekcje szłam przed siebie. Modliłam się aby tylko nie zacząć tutaj płakać. Wszystkie wspomnienia, które kiedyś mnie dotknęły nagle zaczęły mi się przypominać. Wiem, że nie mogę wszystkiego tak zostawić. Nienawidzę zmian. Muszę naprawić wszystko z Damianem. Ze strony, że była jesień, a on kończy godzinę później postanowiłam poczekać przy wejściu pod szkołę. Czekałam jakieś 30 minut, gdy nagle ujrzałam dziewczynę, która była cała zapłakana. Najpierw miałam to gdzieś, ale później ją poznałam. To ta sama dziewczyna, która wychodziła z pokoju psychologa,pedagoga nie wiem już sama  jak to nazwać. Zobaczyłam szybko godzinę. Damian kończy za 5 minut, a ona powoli znika mi z pola widzenia. Szybko musiałam podjąć decyzję.
- Damian musi zaczekać.-powiedziałam sama do siebie i pobiegłam do niej.-CZEKAJ, CZEKAJ!- krzyczałam do niej, a ona zaczęła jeszcze szybciej iść. Chyba nie miała ochoty rozmawiać. Byłam zmęczona, więc weszłam sobie na drzewo i tak siedziałam, podziwiając chmury. Byłam bardzo zdenerwowana. Przypomniało mi się, że w torbie mam chyba ostatniego papierosa. Maniakalnie szukałam go w całej torbie. Gdy udało się go znaleźć trochę się wahałam czy to zrobić. W końcu jestem na drzewie. Jednak zapaliłam go, a dym, który wylatywał z moich ust dawał mi ulgę. Nagle drzewo się poruszyło. Wpadłam w panikę, chciałam już skakać z niego lecz ktoś złapał mnie za ramię. Był to Damian.
- Co ty tu robisz?- spytał łagodnie.
- Siedzę i myślę. Nie widać?
- Nie bądź taka wredna. Od kiedy palisz?
- Od niedawna,a co?
- Nic. Powiedz mi czemu między nami nie jest tak jak kiedyś?- zdziwiło mnie jego pytanie.
- Ponieważ się unikamy. Nawet nie mogę sobie przypomnieć dlaczego.- na koniec tego zdania wydmuchuję dym z moich ust i uśmiecham się sama do siebie.
- Czyli co zgoda? - Wystawia rękę w moją stronę.
- Jasne. - dokładam swoją dłoń. Po tym oboje się uśmiechamy i zaczynamy odnawiać to co kiedyś razem zniszczyliśmy.
*PO KILKU*GODZINACH*
- Ja muszę iść. Cześć.- skaczę z drzewa i biegnę na przystanek, ponieważ za 5 minut mam mieć tramwaj.
Czekając tak na przystanku myślę czy dobrze zrobiłam. Czuje się dziwnie. Z tego wszystkiego postanawiam napisać do dziewczyn. Szybko wykręcam numery i napisałam "POGODZIŁAM SIĘ Z DAMIANEM!!" i kliknęłam wyślij. W tym momencie podjechał tramwaj.
_________________________________________________________________________________
przepraszam ZNOWU! ze takie krotkie, ze dawno nic nie bylo i ze takie kiepskie. Na zyczenia z okazji swiat juz jest ee zbyt pozno(?) wiec chce wam zyczyc duzo zdrowia, hajsu, milosci, no wszystkiego NAAAJLEEEPSZEEEGO W NOWYM ROKU i udanego SYLWESTRA!!! :D

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział VII - Spóźnienie

Całą drogę zadawałam sobie pytania na temat tej dziewczyny. Kim ona jest? Co ona robiła u naszego psychologa? Przecież ona nie chodzi do naszego gimnazjum. Szkoda mi jej było. W mojej głowie panował totalny haos. Wszystko mi się plątało. Przychodziły nowe pytania, ale na żadne z nich nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Zaczęła bolec mnie głowa. Zmęczona opadłam na łóżko. Puściłam muzykę.
* * * 
Obudziłam się. Zasnęłam. Było to dziwne, ponieważ nie byłam zmęczona. Leżałam tak na łóżko jeszcze z pięć minut i zaczęłam szukać telefonu w kupce, która powstała przez moje rzucanie się podczas snu. Gdy go znalazłam od razu spojrzałam na godzinę. Była 18:20. Przespałam dobre dwie godziny. Na małym ekranie widniała wiadomość. Nie miałam ochoty jej zobaczyć, więc rzuciłam telefon na łóżko i podeszłam do komputera. Przejrzałam pocztę, allegro, facebooka. Przeglądając stronę główną zobaczyłam posta znajomego. Była to jakaś strona.
- Co mi tam, zarejestruj się. - szepnęłam do siebie. Tak też to zrobiłam. Zarejestrowałam się na portalu ask.fm. Aktualnie nie miałam żadnych pytań oprócz od administratorów tej strony, ale trudno. Odpowiedziałam na nie. Próbowałam zrozumieć tą stronę co i jak. Po kilkunastu minutach zrozumiałam wszystko. Zmieniłam sobie nazwę, tło i wrzuciłam pierwsze lepsze zdjęcie na avatara i poszłam coś zjeść. Później z trzydzieści minut szukałam czegoś ciekawego i wróciłam do lekcji, które miałam zrobić od razu po szkole. Zajęło mi to bardzo dużo czasu. Wykończona położyłam się do łóżka i poszłam spać.
* * *
Jest rano. Nie miałam ochoty wstawać, ale wiem, że muszę. Wybrałam pierwsze lepsze ubrania z szafy i ruszyłam do łazienki się ubrać, uczesać włosy, umyć zęby. Po tym zeszłam do kuchni, po śniadanie. Niestety mamy jak zwykle nie było, więc byłam zdana na siebie. Z powodu mojego lenistwa zrobiłam sobie płatki i usiadłam na kanapie. Nie wiedząc co robić włączyłam telewizor. Jak zwykle rano nie leci nic ciekawego, więc na marne klikałam po kanałach szukając czegoś ciekawego. Nagle zobaczyłam program plotkarski.
- Co mi szkodzi. Co cię nie zabije to cię wkurwi, huh. - powiedziałam sama do siebie. Oglądałam to jakieś 5 minut i poszłam się ubierać i po plecak. Niestety idąc zauważyłam jadący autobus.
-Nie ma co. Muszę iść na piechotę.- jak powiedziałam, tak zrobiłam. Szłam, a czas wydłużał mi się w nieskończoność. Ogarniał mnie lęk. Jak zareagują nauczyciele na to, że się spóźniłam. Nie wiem kiedy zaczęłam biegnąć. Cała drogę biegłam jak najszybciej, więc zeszło mi to jakieś 30 minut. Byłam spóźniona. Weszłam do szkoły, gdy nagle zobaczył mnie jeden z "ochroniarzy" przed wejściem. Pilnuje on ludzi, którzy wchodzą i wychodzą z tej szkoły.
-A panienka dokąd?- spytał nieufnie. Odwróciłam się do niego i od razu jego twarz stała się bardziej przyjazna.
-Autobus mi uciekł, więc musiałam iść na piechotę.
-Masz mundurek, buty na zmianę i identyfikator?- no tak to procedury są inaczej mnie spisze. Zaczęłam odpinać kurtkę i pokazywać mu buty na zmianę.
-A identyfikator?- przerażona zaczęłam go szukać po całym plecaku. Wyrzuciłam całą zawartość plecaka i nigdzie go nie było.- Jak ty weszłaś do szkoły?-spytał.
-Musiał mi gdzieś tutaj upaść.- zaczęłam panikować. W szybkim tempie sprawdzałam zawartość kieszeni w spodniach jak i kurtce.- O tutaj jest!- pokazałam go i poszłam zadowolona w kierunku szatni. Mogłam wreszcie odetchnąć spokojnie.
________________________________________________________
przepraszam, że takie krótkie,a także za to,że dawno niczego nie było:( Niezbyt to ciekawe, ale trudno. Postaram się następnym razem! haha i tak tego nikt nie czyta:(

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział VI - Jejku dajcie mi już spokój.

Lekcja mijała mi bardzo wolno. Cały czas myślałam o wszystkim co mnie teraz czeka. Rozmowa z dziewczynami, możliwe, że spotkanie z Damianem lub spotkanie z Kacprem. Niby znam go niecałą godzinę, ale wydaje się w porządku.
*Dryń*
Starałam się spakować jak najszybciej i wyjść. Jednak niezbyt mi się to udało. Dziewczyny już dawno się spakowały i czekały na mnie przed salą. Udałam, że ich wcale nie widzę.
- A ty dokąd idziesz? - spytała Justyna.
- Pod salę. - odrzekłam.
- Jesteś pewna? Nigdy tam nie chodziłaś od razu po skończeniu lekcji. - uśmiechnęła się arogancko.
- Ale dzisiaj mam taki kaprys. Coś jeszcze? - nic nie odpowiedziała - Tak myślałam. - po tych słowach poszłam dalej.
- Klara czekaj!- pociągnęła mnie za rękę do toalety.
- Wow toaleta bardzo ciekawe miejsce do rozmowy- odparłam.
- Porozmawiajmy - powtórzyła.
- Ale niby o czym. Nie mamy o czym gadać. Przecież nic pomiędzy mną, Tobą, a Wiką nie jest. Nadal się przyjaźnimy.
- Wiem, ale nas unikasz. To nie jest fajne.
-  Ale nie was unikam. - zaczęłam żałować tego zdania.
- To niby kogo? - spytała
- Nie Twój interes - szłam już do wyjścia, ale musiała mnie złapać. Stałyśmy. Justyna trzymała mnie za rękę i nie chciała puścić, a ja nie miałam zamiaru się do niej odwracać.
- Powiedz, inaczej Cię nie puszcze. - powiedziała stanowczo.
- Damiana. - po tych słowach zabrałam swoją dłoń i wyszłam.
Nie chciałam już nikogo widzieć. Jeszcze bardziej bałam się go spotkać. Szłam przerażona tym korytarzem. Moje oczy przypominały szkło. Stłuczone szkło. Poczułam coś na swoim policzku, były to łzy. Wystraszona zaczęłam biec przez ten korytarz. Pobiegłam na dach,  gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć. Było to niesamowite odizolować się od wszystkich problemów. Tylko ja i cisza. Prawda, że piękne to brzmi. Wyjęłam pamiętnik i opisywałam moje wszystkie uczucia. Po paru minutach skończyłam. Zaczęłam chodzić po dachu szkoły. Usiadłam sobie w rogu i westchnęłam smutno. Zaczęłam rozmyślać czy to ma jakiś sens uciekać teraz przed problemami jak i tak będę zmuszona stanąć z nimi w twarz. Dusiłam w sobie uczucia. Myślałam jak się ich pozbyć. Nagle mnie olśniło. Wstałam i poszłam do plecaka, szukałam kartki, długopisu i zapalniczki. Napisałam na niej co mnie trapi, moje uczucia. Wstałam i spaliłam ją, a jej popiół puściłam w wiatr. Niech idą do kogoś innego. Do kogoś kto je zniesie. Zmęczona upadłam na ziemię. Poczułam się lepiej. Lżej. Nie męczyły mnie te wszystkie emocje. Może mi się tylko zdaje. Na koniec zrobiłam zdjęcia widoków i poszłam na lekcje. Niestety się spóźniłam.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Witaj Klaro. Czemu się spóźniłaś?
- no eee... ten no... - nic nie wpadło mi do głowy.
- No ten.. już siadaj.- odparła.
- Przepraszam za spóźnienie. - Po tych słowach poszłam w stronę ławki. Chciałam iść na swoje miejsce, ale ktoś mnie pociągnął za rękę i wylądowałam koło Damiana. Chciałam wstać i wrócić na swoje miejsce, ale nie pozwolił mi. Przyznam, że niezbyt byłam zadowolona tym, że muszę siedzieć koło niego. Może tak miało się stać. Nikt tego nie wie. Przynajmniej to o jeden krok bliżej do wyjaśnienia sobie wszystkiego. Próbowałam się skupić na lekcji, ale myślałam o nim. Zamiast rozmawiać z nim, uśmiechać się do niego to ja siedziałam w ciszy udając, że go tutaj nie ma.
- Co ja wygaduje... - powiedziałam pod nosem. Zrozumiałam, że On mi się podoba. Z całego tego myślenia wyrwało mnie szturchnięcie w łokieć. Przecież wiadomo kto to był, Damian. Próbował mi wcisnąć kartkę, na której coś pisało. Odtrącałam ją za każdym razem. Niestety pani do nas podeszła i wzięła kartkę. Zaczęła ją czytać na głos.
- Klara proszę Cie. Pogadajmy, musimy sobie coś wyjaśnić. To nie jest tak jak myślisz. - po tych słowach nauczycielka zgniotła kartkę i wyrzuciła ją do kosza. Myślałam, że zapadnę się ze wstydu. Za karę musieliśmy iść do tablicy. Dobrze tyle, że poszło nam to wszystko szybko. Jesteśmy dobrzy z matematyki. Całą lekcje myślami byłam gdzie indziej. Ocknęłam się pod koniec lekcji.
- To na tyle dziękuję, do widzenia.- powiedziała nauczycielka. Od razu po tym zabrzmiał dzwonek. Wyszłam z sali. Ktoś biegł za mną.
- Klara! czekaj! - słyszałam za Sobą głos. Tą osobą był Damian. Dogonił mnie. Miał już coś mówić, ale ktoś mu przerwał.
- Przepraszam, ale ja chce z nią pogadać. Będziesz zmuszony poczekać. - powiedział z uśmiechem Kacper. Kiedy na twarzy tego człowieka brakuje uśmiechu. Niech mi ktoś powie bo chyba oszaleje!
- Ale.. - Damian nie wiedział co powiedzieć. Stał wryty. Jakby był ścianą. Nagle się ocknął i odszedł zły zatrzaskując jedną z otwartych szafek.
- No to co robimy? - spytał Kacper.
- Ty idziesz do domu, a ja muszę coś załatwić. - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ehh. Myślałem, że wracamy razem.
- To jutro, ok?
- Jasne - uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się zwiększył. Po tych słowach się odwrócił.
- Dziękuję Ci. - powiedziałam.
- Za co? - spytał zdziwiony.
- Za to, że pomogłeś mi w pozbyciu się Damiana. - po tych słowach podeszłam i cmoknęłam go w policzek i poszłam. Odwróciłam się na chwilę, stał nieruchomo, a w jego oczach świeciły się iskierki. Zmierzałam ku gabinetowi Pani Psycholog. Trochę obawiałam się tej wizyty. Stałam już przed drzwiami, widniał na nich napis P.Pedagog. Zestresowana chodziłam w prawo i w lewo ruszając rękami. Zdecydowałam, że zapukam do drzwi i wejdę, tyle. To nie jest takie trudne. Gdy moja ręka unosiła się w górze nagle drzwi się otworzyły. Wyszła z nich blondynka o ciemnej karnacji. Była smutna. Jej piwne oczy mieniły się jak szkło. Gdy mnie zobaczyła od razu spuściła głowę w dół. Stałam tam z otwartą buzią. Drzwi nadal były otwarte.
- Witaj Klaro. Zapraszam. - odparła kobieta. Zauważyła, że jestem w bezruchu.
- Przepraszam, może pani powtórzyć. - odparłam, ale nadal stałam jak kamień..
- Prosiłam Cię o wejście. - po tych słowach weszłam do gabinetu i usiadłam po drugiej stronie biurka.
- Po co miałam przyjść.
- Chciałam porozmawiać. Spytać jak się twoje sprawy mają.
- Nijak, ale powoli jest lepiej.
- To dobrze. Mogę o coś spytać? - spytała z uśmiechem.
- A ja mogę?
- Jasne, nie wstydź się. - odpowiedziała zdziwiona.
- Co to była za dziewczyna i czemu Ona płakała?
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć. Praca mi tego zabrania i ufność jej. Tyle powiem, że zamieszana będzie w to policja.
- Aż nie wiem co powiedzieć, czyli aż tak bardzo jest to poważne. - odpowiedziałam. Byłam smutna. Obca mi osoba płakała, a jeszcze policja jest w to zamieszana. Współczuje jej. Śliczna dziewczyna, a aktualnie musi przeżywać piekło. Rozmawiałam ze szkolnym pedagogiem jeszcze jakieś pół godziny i wróciłam do domu.

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział V - Co to za dziewczyna?

Hej miło Cię widzieć! - powiedziała dziewczyna o rudych włosach, niskiego wzrostu. Miała piękne oczy, zielone. Świeciły w słońcu. Uśmiechała się do mnie. Była zmęczona. Chyba biegła całą drogę.
- Cześć. Kim Ty jesteś? - spytałam zdziwiona.
- Jestem Melisa. Siostra Dominika
- To czego ode mnie chcesz? Przecież ja już nie jestem z Twoim bratem. - odparłam.
- Wiem, ale On się Ciebie boi.
- Że co? Ja straszna. No ludzie... Czyli aż tak jestem brzydka? - wybuchłam śmiechem.
- Nie - odparła z uśmiechem. - Po prostu On się boi Ciebie zobaczyć, ponieważ obwinia się.
- Niby o co? Przecież to nie jego wina.
- Wiem, ale ... - Jakby się zacięła.
- ale? - spytałam.
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć.
- to pa. - Po tych słowach zaczęłam iść szybciej. O co jej chodziło? Chciała porozmawiać o nim, gdy On dla mnie powoli przestaje istnieć. Droga mijała mi nieprzyjemnie. Chociaż na chwilę mogłam zdjąć Swój fałszywy uśmiech. Dotarłam do szkoły. Zobaczyłam Damiana jak rozmawia z dziewczynami. Nie jestem pewna czy mnie zauważył, ale przynajmniej nie szedł  w moja stronę. Zaczęłam podążać w kierunki sali. Idąc korytarzem czułam spojrzenia innych osób. Osób, których nie znałam. Czułam się dziwnie. Pierwszy raz szłam sama, całkiem sama. Podeszłam pod salę, gdzie miałam zajęcia. Niestety nikogo nie było. Czekałam sama aż zadzwoni dzwonek. Mijały minuty, a dzwonek nie dzwonił. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 7:23.
-Cholera. - Mruknęłam pod nosem. Lekcje zaczynają się dopiero o 8:00. Niestety szatnia nie będzie jeszcze otwarta. Z tego wszystkiego wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Zaczęłam po niej bazgrać, pisać. Nic mi nie wychodziło. Z tego wszystkiego zgniotłam kartkę i rzuciłam ją przed Siebie. Niestety komuś rzuciłam to pod nogi. Nie chciałam zobaczyć komu, więc schowałam głowę. Jednak ciekawość wygrała. Był to blondyn, nieźle zbudowany, wysoki, zadbany, a jego zielone oczy mieniły się. Podniósł kartkę odwinął ją i zobaczył rysunek. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- To chyba Twoje. - Powiedział z uśmiechem.
- Chyba tak. - odparłam.
- Czemu to wyrzuciłaś? Przecież to jest świetne.
- Moim zdaniem okropne.
- Chyba nigdy nie widziałaś okropnego rysunku. - odparł.
- Jednak widziałam. Za to chyba Ty nie znasz się na sztuce.
- Uwierz mi wiem więcej na ten temat niż Ty sama. - trochę się zaśmiał.
- Super jeszcze coś? - Krzyknęłam.
- Dobrze, przepraszam. Mogę to zatrzymać? - zapytał cały czas się uśmiechając.
- Jasne. Bierz to ja tego nie chce już nigdy widzieć.
- Dziękuję, a tak w ogóle jestem Kacper.
- Madzia, miło mi. Nigdy wcześniej nie widziałam Cię w tej szkole.
- Jestem nowy. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Wiesz, że cała szkoła o Tobie gada?
- Niezbyt mnie to interesuje, ale możesz powiedzieć o czym. - Uśmiechnęłam się sama do Siebie.
- Powiadasz, że Cie to nie interesuje. No, ale dobrze. Nie chce podpaść mojej nowej koleżance. - Uśmiechnął się tak uroczo, że aż krzywdą byłoby nie odwzajemnić tego.
- No mów, nie uśmiechaj się. - lekko się zaśmiałam.
- Podobno dziewczyny są zazdrosne o Ciebie, ponieważ każdy chłopak chciał podejść do Ciebie i pogadać. Podobno się pokłóciłaś ze znajomymi. Tylko tyle słyszałem.
- Przynajmniej nic złego. Tyle dobrze, ale niestety to wszystko jest kłamstwem.
- Czemu kłamstwem?
- Ponieważ ja się z nimi nie pokłóciłam. Tylko boje się spotkania z jedną osobą spośród nich.
*Dryń*
- Dobra ja idę na lekcje. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy.
- Na pewno, cześć.
- Hej - Po tych słowach odszedł.
Pod salą była już moja cała klasa. Dziewczyny do mnie podeszły.
- Czemu tak sama siedzisz? - spytała Wiktoria
- Tak jakoś nie mam nastroju.
- Może jednak kogoś unikasz. - Stwierdziła Justyna.
- Może tak może nie. - Już zaczęłam wstawać, ale..
- Nigdzie się nie ruszasz. - oznajmiła Justyna - Klara. Wiemy, że coś się stało. To widać. Uważaj bo dziewczyny są zazdrosne i będą chciały Cie zniszczyć.
- No i niech sobie mnie niszczą. Nie obchodzi mnie to - odparłam i znowu spróbowałam wstać.
- Mówiłam już, że nigdzie nie idziesz. - krzyknęła Justyna.
- Ale muszę zanieść rzeczy do szatni.
- Ja ci mogę zanieść. - powiedziała Wiktoria.
- Nie trzeba, sama Sobie poradzę - wycedziłam przez zęby i z przymusu oddałam jej rzeczy. Justyna siadła naprzeciwko mnie.
- Klara, proszę.. Porozmawiaj z nami... - Nie mogła skończyć, ponieważ przyszła nauczycielka.

niedziela, 27 października 2013

Rozdział IV - Mamo co Ty robisz?

Zbliżały się do Siebie.. Zaczęłam panikować. Czy to przerywać czy pozwolić się pocałować. Jeszcze nigdy się nie całowałam, więc bałam się bardzo mocno. Nasze usta się prawie dotknęły. Na szczęście zabrzmiał dzwonek. Wstałam szybko i poszłam. Wychodząc ze schowka usłyszałam "Przepraszam" Były to słowa Damiana. Zadręczał się. Zatrzymałam się przy szafkach. Czułam jak łzy znowu spływają mi po twarzy. Z całej siły uderzyłam w szafkę.
- Cholera. Czemu muszę mieć coraz więcej problemów. - zmęczona już tym wszystkim upadłam na podłogę. Siedziałam tam. Zwijałam się z bólu. Przy uderzeniu zrobiłam Sobie coś w rękę. Nie wiedziałam co z Sobą zrobić, więc udałam się do szkolnego psychologa. Była to piękna szatynka o niebieskich oczach, średniego wzrostu, chuda. Każdy ją lubił. Pomagała we wszystkim. Na prawdę lubiła swoją pracę jak i to, że otaczają ją dzieci.
- Dobry.
- Witaj Klaro. Siadaj śmiało. - Przywitała mnie. Ona jak zwykle w wyśmienitym humorze. Nie wiem jak Ona to robiła. Też bym tak chciała. - Co Ciebie do mnie sprowadza? - spytała zdziwiona.
- Same problemy. Jak jest jeden to zaraz drugi. Nie mam jak Sobie z nimi poradzić.
- Na pewno nie jest tak źle. - Zdziwiona nadal patrzała na mnie.
- Niech Pani uwierzy, że jest.
- Na pewno będzie lepiej. - próbowała mi dodać otuchy lecz na próżno.
- A Pani w to wierzy, że kiedyś będzie dobrze, że kiedyś obudzimy się na prawdę szczęśliwi, że nie pomylimy tego szczęścia, że ono nas nie opuści.
- Szczerze.. to sama w to nie wierze. - Teraz to ja patrzałam na nią ze zdziwioną miną. Wydawała się taka szczęśliwa, wszędzie chodziła radosna. Tym swoim uśmiechem zarażała innych.
*Dryń*
- Lepiej idź już. - powiedziała z powagą.
- Dobrze. - odrzekłam i zwróciłam się do wyjścia. - A właśnie.. Zbytnio nie wiem jak to powiedzieć, ale nie było mnie na kilku lekcjach, ponieważ musiałam się postarać załatwić to wszystko. Czy może pani mi jakoś usprawiedliwić te godziny? - spytałam z lekką powagą, ale również strachem.
- Jasne, tylko proszę przyjdź do mnie. Porozmawiamy.
- Dobrze, dziękuje, żegnam.
Całą drogę rozmyślałam o słowach Pani pedagog. Taka uśmiechnięta kobieta, a smutna. Udawany uśmiech, udawany śmiech, skrywane łzy. Jakby przeciwieństwo jej. Przechodząc koło placu zauważyłam grupkę dzieci bawiących się na placu zabaw. Od razu przypomniałam Sobie o mnie i Laurze, gdy razem bawiłyśmy się w piaskownicy. Dorastałyśmy razem, byłyśmy jak siostry. Jednak po mojej wyprowadzce straciłyśmy kontakt. Niby czasem ją odwiedzam, ale nadal to nie to samo. Ona ma swoich znajomych, a ja swoich. Nie jesteśmy już sobie aż tak bliskie. Tak bardzo byłam zamyślona, że nawet nie zauważyłam, że już prawie jestem w domu.
***
-Wróciłam! - krzyknęłam. Mama biegała po całym domu jakby czegoś zgubiła. - Mamo co Ty robisz ?
- Widziałaś tą moją bransoletkę z małymi diamentami, którą Tata dał mi na naszą rocznicę ? - spytała.
- Tak, ale co ma bransoletka z tym wspólnego, że biegasz po całym domu.
- Kochanie to nie Twoja sprawa. Dowiesz się w swoim czasie. - po tych słowach uśmiechnęła się i poszła szukać dalej.
- Odpowiedz na moje pytanie! - Krzyknęłam.
- Odpowiedziałam już.
- Powiedz mi. Mamo czy Ty znowu uganiasz się za chłopakami ? - spytałam zdziwiona.
- Jeśli tak to co. Klaro żyje się raz. Chyba nie chcesz widzieć mnie samotną na starość.
- Przecież tata niedawno umarł, a Ty już chcesz to wykorzystać ?
- Przecież nie mogę żyć przeszłością. Przyznam brakuje mi czasem Twojego ojca, ale to nie koniec świata. Jedni odchodzą, a drudzy przychodzą.
- Mamo co Ty gadasz. Może zadzwonię po psychologa. - odparłam z kpiną.
- Daj spokój i powiedz, gdzie jest ta bransoletka.
- W szufladzie pod nożami i proszę jak mówisz to popatrz chociaż na mnie. - po tych słowach poszłam do pokoju. Nie miałam ochoty na nic. Zupełnie na nic. Padłam na łóżko, wszystko mi się plątało. Nie potrafiłam nic ułożyć w swojej głowie. Coraz więcej zagadek. Podłączyłam Sobie słuchawki do telefonu, puściłam piosenkę na full i odpłynęłam z tego świata. Zwykle zasnęłam. Spałam jakieś trzy godziny. Nie chciało mi się wstawać, więc leżąc i słuchając muzyki robiłam zdjęcia wszystkiego co popadnie. Później jednak wstałam, odrobiłam lekcje i poszłam spać.
*Rano*
Obudził mnie budzik. Jak ja nienawidzę szkoły, marnuje mi całe życie. Ranek jak każdy inny minął szybko i niechętnie. W drodze do szkoły myślałam. Cały czas myślę. Jednak to powinno być hobby. Nagle usłyszałam wołanie. Ktoś wołał moje imię
- Cholera, że ktoś musiał mnie zauważyć. No dawaj Klara pokazuj uśmiech. - mruknęłam pod nosem.

sobota, 26 października 2013

Rozdział III - Co to ma znaczyć?

Tłumiłam w Sobie emocje. Chciałam wyłamać te drzwi. Dojść do niego. Pokazać mu co czuję. Próbowałam wszystko zgonić na niego. Świadomie zadawałam Sobie ból. Chyba powinnam to polubić.
- Klara co Ty gadasz jesteś psychiczna! - mówiłam sama do Siebie.
- O co Ci chodzi? - zapomniałam o jego obecności.
- O nic. - Nie powiem mu prawdy. Nie potrafię... Nie mogę komuś zaufać. Wyśmieją mnie. Niby co ja wiem o życiu. Trochę więcej niż im się zdaje. Ja też mam uczucia i tutaj żyje. Z tego wszystkie podeszłam do lustra. Zobaczyłam siebie bladą, zapłakaną, nie mającej siły do niczego. Nawet normalnego funkcjonowania. Byłam ohydna. Jeszcze brzydsza niż zawsze. Nie mogłam już na Siebie patrzeć. Zdenerwowałam się i wyszłam trzaskając drzwiami. Idąc korytarzem czułam się dziwnie. Nikogo nie było, ciemno. Włożywszy ręce do kieszeni poszłam w wir myślenia. Myślałam o wszystkim co dobre i co złe. W pewnym momencie wystraszyłam się. Ktoś chodził po korytarzu, ale kto.. Uciekałam przed tą osobą. Nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwonił dzwonek. Całe szczęście już bym nie wytrzymała uciekając przed kimś. Znalazłam wreszcie moich przyjaciół. Byli ciekawi zaistniałej sytuacji. Jednak nie miałam ochoty im o tym mówić. Widzieli moje oczy, zauważyli, że coraz częściej są one jak ze szkła. Szkła, które ktoś roztrzaskał. Starali mi się pomóc, ale ja jednak tego nie chciałam. Bałam się pomocy, chociaż tak bardzo jej pragnęłam.
- Klara jak było, jak Ci poszło. Mów do cholery. Mamy prawo wiedzieć. - Krzyczeli nawzajem. Jednak, gdy na mojej twarzy pokazała się jedna, druga łza wiedzieli już jak było. Zabrali mnie stąd. Nie chcieli tak jak ja aby ktoś zauważył, że płacze. Jeszcze z tego powodu. Każdemu mówiłam, że związki w moim wieku nic nie znaczą. Chodzę dopiero do drugiej gimnazjum i jeszcze płaczę z powodu tego, że to ja zerwałam. Chyba zaczynam wariować. Zabrali mnie do schowku na szczotki.
-Gorszego miejsca chyba się nie dało - powiedziałam.
-Jeśli chcesz znajdziemy gorszy. - powiedział Damian, niby najlepszy przyjaciel, z całych sił stara mi się pomóc, ale niestety go odtrącam.
- Proszę, daj nam Sobie pomóc. - błagały dziewczyny.
- Sama sobie to zrobiłam. - westchnęłam smutno.
- Justyna, Wiktoria zostawicie mnie na chwile samego z Klarą? - spytał się dość poważnie. Zbyt poważnie jak na niego.
- Jasne. - Odparły, po czym wyszły.
Zostałam sam na sam z Damianem. Było mi dziwnie, byłam skrępowana. W powietrzu unosiła się cisza, która mnie uspokajała. Usiadłam Sobie w rogu małego pokoju.
- Wiesz.. - zaczął - Jeśli na prawdę Cie lubi to wybaczy Ci. Wróci do Ciebie. Przecież byliście przyjaciółmi, tego nie da się zniszczyć od tak. Mo..
- Ale jak ja to wszystko zepsułam. Nie mogłam mu powiedzieć jakoś to delikatnie, tylko od razu walnąć to.
- Przynajmniej nie dawałaś mu żadnej nadziei.
- Nadziei ? Dawałam mu ją przez cały ten 'związek'.
- Jesteś człowiekiem, który popełnia błędy. Każdy z nas robi coś źle. Myślisz, że ja nie.
Zaczął wycierać moje łzy.
- Proszę przestań i tak to nic nie da. Pomóż mi co mam zrobić.
- Może musi on poczekać chwilę. Nie tak łatwo jest ogarnąć się po związku.
- Przecież wiesz, że On tego nie brał na poważnie - odparłam
- Raz brał, raz nie. Było to mieszane. - Usiadł obok mnie i mówił dalej - Widocznie On sam nie dorósł jeszcze do związku. Jeszcze z taką wspaniałą dziewczyną jak Ty.
- Weź przestań bo się zarumienię - Po tych słowach uderzyłam go w ramię.
- Ale taka jest prawda.
- Kłamca!
- O widzę, że już Ci przeszło i teraz chcesz się mnie uczepić wyzywając moją osobę.
- Dzięki. - odpowiedziałam smutno.
- Ej przepraszam... - po czym mnie przytulił. Byłam z nim tak blisko. Czułam się świetnie mając takiego przyjaciela jak Damian. Nie zasługiwałam na niego. Po przytuleniu siedzieliśmy koło siebie. Jak para zakochanych, ja cała zapłakana siedziałam cała obejmowana jego silnym ramieniem. Wtulałam się w niego jak tylko potrafię. Po czym spojrzeliśmy na Siebie, a nasze twarze...

niedziela, 20 października 2013

Rozdział II - Moja przyjaźń.

Byłam strasznie zdruzgotana. Nie wiedziałam co się dzieje. Myślałam tylko o jednym... Straciłam przyjaciela.
Na prawdę to zrobiłam. Mogłam inaczej postąpić, ale nie, jestem rozwydrzonym bachorem, który nie liczy się z uczuciami innych.
Martwiłam się o niego, bardzo się martwiłam. Nie przyszedł na dwie następne lekcje, więc postanowiłam go poszukać. Wyjaśnić wszystko. Naprawić to co zniszczyłam. Byłam przekonana, że wszędzie go szukałam. Jednak musiałam coś ominąć tylko co..
- O jeju! toaleta. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?- mówiłam sama do siebie. - Nie wejdę tam. Nie ma mowy. Może poproszę Damiana lub Kacpra. Tak właśnie zrobię, ale.. ale? Głupie sumienie. No tak ja to zepsułam ja to naprawiam. Sprawiedliwe. To na trzy.. raz..
- dwa... TRZY! Nie nie zrobię tego. Matko dawaj musisz być dzielna. - Pocieszałam samą siebie. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale zrobiłam to. Byłam tam. Niezadowolona, gotowa do ucieczki. Jednak coś mną drgnęło widziałam go. WIDZIAŁAM. To był On. Schował się przede mną. Było to okrutne dla mojego pluszowego serduszka. Zbliżałam się do niego. Czułam się niezręcznie. Jak scena z horroru. Nie mogłam się wycofać, nie w tej chwili. Czułam jego strach, niechęć, obrzydzenie do mnie. Płakał. Nie chciałam się do niego dobijać, więc usiadłam pod drzwiami i siedziałam. Ogarniała mnie pustka, nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzieliśmy w ciszy mając nadzieję, że któreś z nas się pierwsze odezwie. Wiedziałam, że to ja powinnam zacząć, ale nie wiedziałam od czego. Miałam małą nadzieję, że On zacznie, ale to nie było zbyt możliwe.
- Wiem, że nie chcesz mnie..
- Odejdź, chcę zostać sam. - próbował wykrztusić coś z Siebie.
-Ja chce to wszystko wyjaśnić
-Nie mamy czego sobie wyjaśniać.
-Moim zdaniem mamy. Muszę Ci wyjaśnić to co zrobiłam...
-Jednak ja nie mam ochoty tego słuchać.
- Nie masz wyboru. - Powoli wypełniał mnie gniew. Starałam się nad Sobą zapanować. Nastała cisza. Miałam mętlik w głowie. Myślałam co by mu tu powiedzieć.
- Wiem, że źle zrobiłam. Tak zraniłam Cię, ale to nie oznacza, że nie jesteś ważny w moim życiu. Proszę Cie daj spokój wyjdź stamtąd - słowa mi się plątały. Nie wiedziałam co powiedzieć. Mój mózg nie funkcjonował. Nie myślał. Było to straszne. Znaczna część mnie opuściła moje ciało. Poszła Sobie...
- Proszę Cię to nie jest tak jak myślisz... Jesteś nadal dla mnie ważny. Jesteś nadal moim przyjacielem. Widocznie nie było nam pisane. Nie zawsze podejmujemy dobre decyzje. Nikt nie jest bez wad. Chyba wolisz wiedzieć, że Cię nie kocham niż być dalej oszukiwanym. Proszę... - coraz ciszej mówiłam - przestań płakać. Nie mogę na to patrzeć, gdy przez mój idiotyzm Ty cierpisz. Nie mogę. Na prawdę nie mogę, nie potrafię...

sobota, 19 października 2013

Rozdział I - Jestem okropna.

Z pozoru wyglądam na szczęśliwą dziewczynę, ale czy nią jestem? Raczej nie. Nie czuje się szczęśliwa. Czegoś mi brak... Sama nie wiem czego. Niektórzy mi zazdroszczą, ale tak na prawdę nie ma czego. Niby pieniędzy nam nie brakuje, tata ma nową partnerkę, którą akceptuje, dostaje wszystko co mi się zamarzy, mam świetne oceny i najwspanialszych przyjaciół na świecie. Niby mam chłopaka, ale jakoś nie jest  mi z nim dobrze. Wiem, że to źle chodzić z kimś kogo się już nie kocha, ale ja nie potrafię... Nie potrafię z nim zerwać. Jestem życiowym tchórzem, który myśli, że popadnie w depresje lub już w nią popadł. W moim życiu jednak czegoś brakuje. Czuje się samotna. Cholernie samotna...
Otóż dzień był piękny tak bardzo, że nie miałam ochoty się ruszyć do tej szkoły. Zimno było i nadal jest. Jak zawsze rano przyjechał autobus pod mój kochany domek. Ja zawodowy sportowiec przebiegłam schody lub właściwie to ujmując przeturlałam się po nich. Ze stukniętą pupą pojechałam do szkoły. Czasem źle się czuje jeżdżąc busem szkolnym. Dobra wracając do tematu.. Podjeżdżając już pod szkołę zobaczyłam moich kochanych przyjaciół. Nie ma dnia, gdy razem nie rozmawiamy. Musimy jesteśmy od Siebie uzależnieni jak palacze od papierosów. Muszą to zrobić inaczej nie przeżyją. Dziewczyny miały już ogarnięte wszystkie ploty, które mnie niezbyt interesowały. Oprócz jednej...
- Klaro słuchaj ( tak to moje imię, niestety.) Cała szkoła mówi o tym, że niedługo będzie ogłaszany bal. Będą szukać organizujących. Podobno chłopaki już chcą Ciebie zaprosić. Chyba, że pójdziesz z Dominikiem (to mój chłopak eh.)
- Wiecie dobrze, że ja nie chcę z nim iść.
- No my tak, ale reszta szkoły nie.
*Nagle idzie Damian i krzyczy*
- Łoo kogo my tu widzimy.
- A no mnie w całości - odpowiedziałam.
- Może dasz mi buzi na powitanie?
- Oj nie żartuj Sobie.
*Dryyń*
-Chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam.
Ledwo wytrzymałam do obiadu. Lubiłam nasza stołówkę. Miała dobre jedzenie tylko niestety drogie. Zawsze można było pogadać lub spisać prace domową. Jednak ostatnio myślałam wtedy tylko o jednym. Jak zerwać z Dominikiem. Nie mogę cały czas być z nim. Muszę to zrobić. Niestety muszę.. Czemu to musi być takie trudne.. Aż przez przypadek krzyknęłam- CHOLERA CZEMU NIE POTRAFIĘ PO PROSTU POWIEDZIEĆ ZRYWAM Z TOBĄ". Jednak stało się... Usłyszał wszystko. Czułam się z tym okropnie. . Od razu pobiegłam za nim. Jednak nie dałam rady go znaleźć. Załamana siadłam pod toaletą. Siedziałam i myślałam jakim jestem okropnym człowiekiem. Tylko ranie ludzi, na których mi zależy. Byliśmy przyjaciółmi, przynajmniej ja go traktowałam jak przyjaciela. Załamana wróciłam na stołówkę. Przy wejściu przyjaciele już byli przy mnie. Właśnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam.