Zbliżały się do Siebie.. Zaczęłam panikować. Czy to przerywać czy pozwolić się pocałować. Jeszcze nigdy się nie całowałam, więc bałam się bardzo mocno. Nasze usta się prawie dotknęły. Na szczęście zabrzmiał dzwonek. Wstałam szybko i poszłam. Wychodząc ze schowka usłyszałam "Przepraszam" Były to słowa Damiana. Zadręczał się. Zatrzymałam się przy szafkach. Czułam jak łzy znowu spływają mi po twarzy. Z całej siły uderzyłam w szafkę.
- Cholera. Czemu muszę mieć coraz więcej problemów. - zmęczona już tym wszystkim upadłam na podłogę. Siedziałam tam. Zwijałam się z bólu. Przy uderzeniu zrobiłam Sobie coś w rękę. Nie wiedziałam co z Sobą zrobić, więc udałam się do szkolnego psychologa. Była to piękna szatynka o niebieskich oczach, średniego wzrostu, chuda. Każdy ją lubił. Pomagała we wszystkim. Na prawdę lubiła swoją pracę jak i to, że otaczają ją dzieci.
- Dobry.
- Witaj Klaro. Siadaj śmiało. - Przywitała mnie. Ona jak zwykle w wyśmienitym humorze. Nie wiem jak Ona to robiła. Też bym tak chciała. - Co Ciebie do mnie sprowadza? - spytała zdziwiona.
- Same problemy. Jak jest jeden to zaraz drugi. Nie mam jak Sobie z nimi poradzić.
- Na pewno nie jest tak źle. - Zdziwiona nadal patrzała na mnie.
- Niech Pani uwierzy, że jest.
- Na pewno będzie lepiej. - próbowała mi dodać otuchy lecz na próżno.
- A Pani w to wierzy, że kiedyś będzie dobrze, że kiedyś obudzimy się na prawdę szczęśliwi, że nie pomylimy tego szczęścia, że ono nas nie opuści.
- Szczerze.. to sama w to nie wierze. - Teraz to ja patrzałam na nią ze zdziwioną miną. Wydawała się taka szczęśliwa, wszędzie chodziła radosna. Tym swoim uśmiechem zarażała innych.
*Dryń*
- Lepiej idź już. - powiedziała z powagą.
- Dobrze. - odrzekłam i zwróciłam się do wyjścia. - A właśnie.. Zbytnio nie wiem jak to powiedzieć, ale nie było mnie na kilku lekcjach, ponieważ musiałam się postarać załatwić to wszystko. Czy może pani mi jakoś usprawiedliwić te godziny? - spytałam z lekką powagą, ale również strachem.
- Jasne, tylko proszę przyjdź do mnie. Porozmawiamy.
- Dobrze, dziękuje, żegnam.
Całą drogę rozmyślałam o słowach Pani pedagog. Taka uśmiechnięta kobieta, a smutna. Udawany uśmiech, udawany śmiech, skrywane łzy. Jakby przeciwieństwo jej. Przechodząc koło placu zauważyłam grupkę dzieci bawiących się na placu zabaw. Od razu przypomniałam Sobie o mnie i Laurze, gdy razem bawiłyśmy się w piaskownicy. Dorastałyśmy razem, byłyśmy jak siostry. Jednak po mojej wyprowadzce straciłyśmy kontakt. Niby czasem ją odwiedzam, ale nadal to nie to samo. Ona ma swoich znajomych, a ja swoich. Nie jesteśmy już sobie aż tak bliskie. Tak bardzo byłam zamyślona, że nawet nie zauważyłam, że już prawie jestem w domu.
***
-Wróciłam! - krzyknęłam. Mama biegała po całym domu jakby czegoś zgubiła. - Mamo co Ty robisz ?
- Widziałaś tą moją bransoletkę z małymi diamentami, którą Tata dał mi na naszą rocznicę ? - spytała.
- Tak, ale co ma bransoletka z tym wspólnego, że biegasz po całym domu.
- Kochanie to nie Twoja sprawa. Dowiesz się w swoim czasie. - po tych słowach uśmiechnęła się i poszła szukać dalej.
- Odpowiedz na moje pytanie! - Krzyknęłam.
- Odpowiedziałam już.
- Powiedz mi. Mamo czy Ty znowu uganiasz się za chłopakami ? - spytałam zdziwiona.
- Jeśli tak to co. Klaro żyje się raz. Chyba nie chcesz widzieć mnie samotną na starość.
- Przecież tata niedawno umarł, a Ty już chcesz to wykorzystać ?
- Przecież nie mogę żyć przeszłością. Przyznam brakuje mi czasem Twojego ojca, ale to nie koniec świata. Jedni odchodzą, a drudzy przychodzą.
- Mamo co Ty gadasz. Może zadzwonię po psychologa. - odparłam z kpiną.
- Daj spokój i powiedz, gdzie jest ta bransoletka.
- W szufladzie pod nożami i proszę jak mówisz to popatrz chociaż na mnie. - po tych słowach poszłam do pokoju. Nie miałam ochoty na nic. Zupełnie na nic. Padłam na łóżko, wszystko mi się plątało. Nie potrafiłam nic ułożyć w swojej głowie. Coraz więcej zagadek. Podłączyłam Sobie słuchawki do telefonu, puściłam piosenkę na full i odpłynęłam z tego świata. Zwykle zasnęłam. Spałam jakieś trzy godziny. Nie chciało mi się wstawać, więc leżąc i słuchając muzyki robiłam zdjęcia wszystkiego co popadnie. Później jednak wstałam, odrobiłam lekcje i poszłam spać.
*Rano*
Obudził mnie budzik. Jak ja nienawidzę szkoły, marnuje mi całe życie. Ranek jak każdy inny minął szybko i niechętnie. W drodze do szkoły myślałam. Cały czas myślę. Jednak to powinno być hobby. Nagle usłyszałam wołanie. Ktoś wołał moje imię
- Cholera, że ktoś musiał mnie zauważyć. No dawaj Klara pokazuj uśmiech. - mruknęłam pod nosem.
niedziela, 27 października 2013
sobota, 26 października 2013
Rozdział III - Co to ma znaczyć?
Tłumiłam w Sobie emocje. Chciałam wyłamać te drzwi. Dojść do niego. Pokazać mu co czuję. Próbowałam wszystko zgonić na niego. Świadomie zadawałam Sobie ból. Chyba powinnam to polubić.
- Klara co Ty gadasz jesteś psychiczna! - mówiłam sama do Siebie.
- O co Ci chodzi? - zapomniałam o jego obecności.
- O nic. - Nie powiem mu prawdy. Nie potrafię... Nie mogę komuś zaufać. Wyśmieją mnie. Niby co ja wiem o życiu. Trochę więcej niż im się zdaje. Ja też mam uczucia i tutaj żyje. Z tego wszystkie podeszłam do lustra. Zobaczyłam siebie bladą, zapłakaną, nie mającej siły do niczego. Nawet normalnego funkcjonowania. Byłam ohydna. Jeszcze brzydsza niż zawsze. Nie mogłam już na Siebie patrzeć. Zdenerwowałam się i wyszłam trzaskając drzwiami. Idąc korytarzem czułam się dziwnie. Nikogo nie było, ciemno. Włożywszy ręce do kieszeni poszłam w wir myślenia. Myślałam o wszystkim co dobre i co złe. W pewnym momencie wystraszyłam się. Ktoś chodził po korytarzu, ale kto.. Uciekałam przed tą osobą. Nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwonił dzwonek. Całe szczęście już bym nie wytrzymała uciekając przed kimś. Znalazłam wreszcie moich przyjaciół. Byli ciekawi zaistniałej sytuacji. Jednak nie miałam ochoty im o tym mówić. Widzieli moje oczy, zauważyli, że coraz częściej są one jak ze szkła. Szkła, które ktoś roztrzaskał. Starali mi się pomóc, ale ja jednak tego nie chciałam. Bałam się pomocy, chociaż tak bardzo jej pragnęłam.
- Klara jak było, jak Ci poszło. Mów do cholery. Mamy prawo wiedzieć. - Krzyczeli nawzajem. Jednak, gdy na mojej twarzy pokazała się jedna, druga łza wiedzieli już jak było. Zabrali mnie stąd. Nie chcieli tak jak ja aby ktoś zauważył, że płacze. Jeszcze z tego powodu. Każdemu mówiłam, że związki w moim wieku nic nie znaczą. Chodzę dopiero do drugiej gimnazjum i jeszcze płaczę z powodu tego, że to ja zerwałam. Chyba zaczynam wariować. Zabrali mnie do schowku na szczotki.
-Gorszego miejsca chyba się nie dało - powiedziałam.
-Jeśli chcesz znajdziemy gorszy. - powiedział Damian, niby najlepszy przyjaciel, z całych sił stara mi się pomóc, ale niestety go odtrącam.
- Proszę, daj nam Sobie pomóc. - błagały dziewczyny.
- Sama sobie to zrobiłam. - westchnęłam smutno.
- Justyna, Wiktoria zostawicie mnie na chwile samego z Klarą? - spytał się dość poważnie. Zbyt poważnie jak na niego.
- Jasne. - Odparły, po czym wyszły.
Zostałam sam na sam z Damianem. Było mi dziwnie, byłam skrępowana. W powietrzu unosiła się cisza, która mnie uspokajała. Usiadłam Sobie w rogu małego pokoju.
- Wiesz.. - zaczął - Jeśli na prawdę Cie lubi to wybaczy Ci. Wróci do Ciebie. Przecież byliście przyjaciółmi, tego nie da się zniszczyć od tak. Mo..
- Ale jak ja to wszystko zepsułam. Nie mogłam mu powiedzieć jakoś to delikatnie, tylko od razu walnąć to.
- Przynajmniej nie dawałaś mu żadnej nadziei.
- Nadziei ? Dawałam mu ją przez cały ten 'związek'.
- Jesteś człowiekiem, który popełnia błędy. Każdy z nas robi coś źle. Myślisz, że ja nie.
Zaczął wycierać moje łzy.
- Proszę przestań i tak to nic nie da. Pomóż mi co mam zrobić.
- Może musi on poczekać chwilę. Nie tak łatwo jest ogarnąć się po związku.
- Przecież wiesz, że On tego nie brał na poważnie - odparłam
- Raz brał, raz nie. Było to mieszane. - Usiadł obok mnie i mówił dalej - Widocznie On sam nie dorósł jeszcze do związku. Jeszcze z taką wspaniałą dziewczyną jak Ty.
- Weź przestań bo się zarumienię - Po tych słowach uderzyłam go w ramię.
- Ale taka jest prawda.
- Kłamca!
- O widzę, że już Ci przeszło i teraz chcesz się mnie uczepić wyzywając moją osobę.
- Dzięki. - odpowiedziałam smutno.
- Ej przepraszam... - po czym mnie przytulił. Byłam z nim tak blisko. Czułam się świetnie mając takiego przyjaciela jak Damian. Nie zasługiwałam na niego. Po przytuleniu siedzieliśmy koło siebie. Jak para zakochanych, ja cała zapłakana siedziałam cała obejmowana jego silnym ramieniem. Wtulałam się w niego jak tylko potrafię. Po czym spojrzeliśmy na Siebie, a nasze twarze...
- Klara co Ty gadasz jesteś psychiczna! - mówiłam sama do Siebie.
- O co Ci chodzi? - zapomniałam o jego obecności.
- O nic. - Nie powiem mu prawdy. Nie potrafię... Nie mogę komuś zaufać. Wyśmieją mnie. Niby co ja wiem o życiu. Trochę więcej niż im się zdaje. Ja też mam uczucia i tutaj żyje. Z tego wszystkie podeszłam do lustra. Zobaczyłam siebie bladą, zapłakaną, nie mającej siły do niczego. Nawet normalnego funkcjonowania. Byłam ohydna. Jeszcze brzydsza niż zawsze. Nie mogłam już na Siebie patrzeć. Zdenerwowałam się i wyszłam trzaskając drzwiami. Idąc korytarzem czułam się dziwnie. Nikogo nie było, ciemno. Włożywszy ręce do kieszeni poszłam w wir myślenia. Myślałam o wszystkim co dobre i co złe. W pewnym momencie wystraszyłam się. Ktoś chodził po korytarzu, ale kto.. Uciekałam przed tą osobą. Nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwonił dzwonek. Całe szczęście już bym nie wytrzymała uciekając przed kimś. Znalazłam wreszcie moich przyjaciół. Byli ciekawi zaistniałej sytuacji. Jednak nie miałam ochoty im o tym mówić. Widzieli moje oczy, zauważyli, że coraz częściej są one jak ze szkła. Szkła, które ktoś roztrzaskał. Starali mi się pomóc, ale ja jednak tego nie chciałam. Bałam się pomocy, chociaż tak bardzo jej pragnęłam.
- Klara jak było, jak Ci poszło. Mów do cholery. Mamy prawo wiedzieć. - Krzyczeli nawzajem. Jednak, gdy na mojej twarzy pokazała się jedna, druga łza wiedzieli już jak było. Zabrali mnie stąd. Nie chcieli tak jak ja aby ktoś zauważył, że płacze. Jeszcze z tego powodu. Każdemu mówiłam, że związki w moim wieku nic nie znaczą. Chodzę dopiero do drugiej gimnazjum i jeszcze płaczę z powodu tego, że to ja zerwałam. Chyba zaczynam wariować. Zabrali mnie do schowku na szczotki.
-Gorszego miejsca chyba się nie dało - powiedziałam.
-Jeśli chcesz znajdziemy gorszy. - powiedział Damian, niby najlepszy przyjaciel, z całych sił stara mi się pomóc, ale niestety go odtrącam.
- Proszę, daj nam Sobie pomóc. - błagały dziewczyny.
- Sama sobie to zrobiłam. - westchnęłam smutno.
- Justyna, Wiktoria zostawicie mnie na chwile samego z Klarą? - spytał się dość poważnie. Zbyt poważnie jak na niego.
- Jasne. - Odparły, po czym wyszły.
Zostałam sam na sam z Damianem. Było mi dziwnie, byłam skrępowana. W powietrzu unosiła się cisza, która mnie uspokajała. Usiadłam Sobie w rogu małego pokoju.
- Wiesz.. - zaczął - Jeśli na prawdę Cie lubi to wybaczy Ci. Wróci do Ciebie. Przecież byliście przyjaciółmi, tego nie da się zniszczyć od tak. Mo..
- Ale jak ja to wszystko zepsułam. Nie mogłam mu powiedzieć jakoś to delikatnie, tylko od razu walnąć to.
- Przynajmniej nie dawałaś mu żadnej nadziei.
- Nadziei ? Dawałam mu ją przez cały ten 'związek'.
- Jesteś człowiekiem, który popełnia błędy. Każdy z nas robi coś źle. Myślisz, że ja nie.
Zaczął wycierać moje łzy.
- Proszę przestań i tak to nic nie da. Pomóż mi co mam zrobić.
- Może musi on poczekać chwilę. Nie tak łatwo jest ogarnąć się po związku.
- Przecież wiesz, że On tego nie brał na poważnie - odparłam
- Raz brał, raz nie. Było to mieszane. - Usiadł obok mnie i mówił dalej - Widocznie On sam nie dorósł jeszcze do związku. Jeszcze z taką wspaniałą dziewczyną jak Ty.
- Weź przestań bo się zarumienię - Po tych słowach uderzyłam go w ramię.
- Ale taka jest prawda.
- Kłamca!
- O widzę, że już Ci przeszło i teraz chcesz się mnie uczepić wyzywając moją osobę.
- Dzięki. - odpowiedziałam smutno.
- Ej przepraszam... - po czym mnie przytulił. Byłam z nim tak blisko. Czułam się świetnie mając takiego przyjaciela jak Damian. Nie zasługiwałam na niego. Po przytuleniu siedzieliśmy koło siebie. Jak para zakochanych, ja cała zapłakana siedziałam cała obejmowana jego silnym ramieniem. Wtulałam się w niego jak tylko potrafię. Po czym spojrzeliśmy na Siebie, a nasze twarze...
niedziela, 20 października 2013
Rozdział II - Moja przyjaźń.
Byłam strasznie zdruzgotana. Nie wiedziałam co się dzieje. Myślałam tylko o jednym... Straciłam przyjaciela.
Na prawdę to zrobiłam. Mogłam inaczej postąpić, ale nie, jestem rozwydrzonym bachorem, który nie liczy się z uczuciami innych.
Martwiłam się o niego, bardzo się martwiłam. Nie przyszedł na dwie następne lekcje, więc postanowiłam go poszukać. Wyjaśnić wszystko. Naprawić to co zniszczyłam. Byłam przekonana, że wszędzie go szukałam. Jednak musiałam coś ominąć tylko co..
- O jeju! toaleta. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?- mówiłam sama do siebie. - Nie wejdę tam. Nie ma mowy. Może poproszę Damiana lub Kacpra. Tak właśnie zrobię, ale.. ale? Głupie sumienie. No tak ja to zepsułam ja to naprawiam. Sprawiedliwe. To na trzy.. raz..
- dwa... TRZY! Nie nie zrobię tego. Matko dawaj musisz być dzielna. - Pocieszałam samą siebie. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale zrobiłam to. Byłam tam. Niezadowolona, gotowa do ucieczki. Jednak coś mną drgnęło widziałam go. WIDZIAŁAM. To był On. Schował się przede mną. Było to okrutne dla mojego pluszowego serduszka. Zbliżałam się do niego. Czułam się niezręcznie. Jak scena z horroru. Nie mogłam się wycofać, nie w tej chwili. Czułam jego strach, niechęć, obrzydzenie do mnie. Płakał. Nie chciałam się do niego dobijać, więc usiadłam pod drzwiami i siedziałam. Ogarniała mnie pustka, nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzieliśmy w ciszy mając nadzieję, że któreś z nas się pierwsze odezwie. Wiedziałam, że to ja powinnam zacząć, ale nie wiedziałam od czego. Miałam małą nadzieję, że On zacznie, ale to nie było zbyt możliwe.
- Wiem, że nie chcesz mnie..
- Odejdź, chcę zostać sam. - próbował wykrztusić coś z Siebie.
-Ja chce to wszystko wyjaśnić
-Nie mamy czego sobie wyjaśniać.
-Moim zdaniem mamy. Muszę Ci wyjaśnić to co zrobiłam...
-Jednak ja nie mam ochoty tego słuchać.
- Nie masz wyboru. - Powoli wypełniał mnie gniew. Starałam się nad Sobą zapanować. Nastała cisza. Miałam mętlik w głowie. Myślałam co by mu tu powiedzieć.
- Wiem, że źle zrobiłam. Tak zraniłam Cię, ale to nie oznacza, że nie jesteś ważny w moim życiu. Proszę Cie daj spokój wyjdź stamtąd - słowa mi się plątały. Nie wiedziałam co powiedzieć. Mój mózg nie funkcjonował. Nie myślał. Było to straszne. Znaczna część mnie opuściła moje ciało. Poszła Sobie...
- Proszę Cię to nie jest tak jak myślisz... Jesteś nadal dla mnie ważny. Jesteś nadal moim przyjacielem. Widocznie nie było nam pisane. Nie zawsze podejmujemy dobre decyzje. Nikt nie jest bez wad. Chyba wolisz wiedzieć, że Cię nie kocham niż być dalej oszukiwanym. Proszę... - coraz ciszej mówiłam - przestań płakać. Nie mogę na to patrzeć, gdy przez mój idiotyzm Ty cierpisz. Nie mogę. Na prawdę nie mogę, nie potrafię...
Na prawdę to zrobiłam. Mogłam inaczej postąpić, ale nie, jestem rozwydrzonym bachorem, który nie liczy się z uczuciami innych.
Martwiłam się o niego, bardzo się martwiłam. Nie przyszedł na dwie następne lekcje, więc postanowiłam go poszukać. Wyjaśnić wszystko. Naprawić to co zniszczyłam. Byłam przekonana, że wszędzie go szukałam. Jednak musiałam coś ominąć tylko co..
- O jeju! toaleta. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?- mówiłam sama do siebie. - Nie wejdę tam. Nie ma mowy. Może poproszę Damiana lub Kacpra. Tak właśnie zrobię, ale.. ale? Głupie sumienie. No tak ja to zepsułam ja to naprawiam. Sprawiedliwe. To na trzy.. raz..
- dwa... TRZY! Nie nie zrobię tego. Matko dawaj musisz być dzielna. - Pocieszałam samą siebie. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale zrobiłam to. Byłam tam. Niezadowolona, gotowa do ucieczki. Jednak coś mną drgnęło widziałam go. WIDZIAŁAM. To był On. Schował się przede mną. Było to okrutne dla mojego pluszowego serduszka. Zbliżałam się do niego. Czułam się niezręcznie. Jak scena z horroru. Nie mogłam się wycofać, nie w tej chwili. Czułam jego strach, niechęć, obrzydzenie do mnie. Płakał. Nie chciałam się do niego dobijać, więc usiadłam pod drzwiami i siedziałam. Ogarniała mnie pustka, nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzieliśmy w ciszy mając nadzieję, że któreś z nas się pierwsze odezwie. Wiedziałam, że to ja powinnam zacząć, ale nie wiedziałam od czego. Miałam małą nadzieję, że On zacznie, ale to nie było zbyt możliwe.
- Wiem, że nie chcesz mnie..
- Odejdź, chcę zostać sam. - próbował wykrztusić coś z Siebie.
-Ja chce to wszystko wyjaśnić
-Nie mamy czego sobie wyjaśniać.
-Moim zdaniem mamy. Muszę Ci wyjaśnić to co zrobiłam...
-Jednak ja nie mam ochoty tego słuchać.
- Nie masz wyboru. - Powoli wypełniał mnie gniew. Starałam się nad Sobą zapanować. Nastała cisza. Miałam mętlik w głowie. Myślałam co by mu tu powiedzieć.
- Wiem, że źle zrobiłam. Tak zraniłam Cię, ale to nie oznacza, że nie jesteś ważny w moim życiu. Proszę Cie daj spokój wyjdź stamtąd - słowa mi się plątały. Nie wiedziałam co powiedzieć. Mój mózg nie funkcjonował. Nie myślał. Było to straszne. Znaczna część mnie opuściła moje ciało. Poszła Sobie...
- Proszę Cię to nie jest tak jak myślisz... Jesteś nadal dla mnie ważny. Jesteś nadal moim przyjacielem. Widocznie nie było nam pisane. Nie zawsze podejmujemy dobre decyzje. Nikt nie jest bez wad. Chyba wolisz wiedzieć, że Cię nie kocham niż być dalej oszukiwanym. Proszę... - coraz ciszej mówiłam - przestań płakać. Nie mogę na to patrzeć, gdy przez mój idiotyzm Ty cierpisz. Nie mogę. Na prawdę nie mogę, nie potrafię...
sobota, 19 października 2013
Rozdział I - Jestem okropna.
Z pozoru wyglądam na szczęśliwą dziewczynę, ale czy nią jestem? Raczej nie. Nie czuje się szczęśliwa. Czegoś mi brak... Sama nie wiem czego. Niektórzy mi zazdroszczą, ale tak na prawdę nie ma czego. Niby pieniędzy nam nie brakuje, tata ma nową partnerkę, którą akceptuje, dostaje wszystko co mi się zamarzy, mam świetne oceny i najwspanialszych przyjaciół na świecie. Niby mam chłopaka, ale jakoś nie jest mi z nim dobrze. Wiem, że to źle chodzić z kimś kogo się już nie kocha, ale ja nie potrafię... Nie potrafię z nim zerwać. Jestem życiowym tchórzem, który myśli, że popadnie w depresje lub już w nią popadł. W moim życiu jednak czegoś brakuje. Czuje się samotna. Cholernie samotna...
Otóż dzień był piękny tak bardzo, że nie miałam ochoty się ruszyć do tej szkoły. Zimno było i nadal jest. Jak zawsze rano przyjechał autobus pod mój kochany domek. Ja zawodowy sportowiec przebiegłam schody lub właściwie to ujmując przeturlałam się po nich. Ze stukniętą pupą pojechałam do szkoły. Czasem źle się czuje jeżdżąc busem szkolnym. Dobra wracając do tematu.. Podjeżdżając już pod szkołę zobaczyłam moich kochanych przyjaciół. Nie ma dnia, gdy razem nie rozmawiamy. Musimy jesteśmy od Siebie uzależnieni jak palacze od papierosów. Muszą to zrobić inaczej nie przeżyją. Dziewczyny miały już ogarnięte wszystkie ploty, które mnie niezbyt interesowały. Oprócz jednej...
- Klaro słuchaj ( tak to moje imię, niestety.) Cała szkoła mówi o tym, że niedługo będzie ogłaszany bal. Będą szukać organizujących. Podobno chłopaki już chcą Ciebie zaprosić. Chyba, że pójdziesz z Dominikiem (to mój chłopak eh.)
- Wiecie dobrze, że ja nie chcę z nim iść.
- No my tak, ale reszta szkoły nie.
*Nagle idzie Damian i krzyczy*
- Łoo kogo my tu widzimy.
- A no mnie w całości - odpowiedziałam.
- Może dasz mi buzi na powitanie?
- Oj nie żartuj Sobie.
*Dryyń*
-Chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam.
Ledwo wytrzymałam do obiadu. Lubiłam nasza stołówkę. Miała dobre jedzenie tylko niestety drogie. Zawsze można było pogadać lub spisać prace domową. Jednak ostatnio myślałam wtedy tylko o jednym. Jak zerwać z Dominikiem. Nie mogę cały czas być z nim. Muszę to zrobić. Niestety muszę.. Czemu to musi być takie trudne.. Aż przez przypadek krzyknęłam- CHOLERA CZEMU NIE POTRAFIĘ PO PROSTU POWIEDZIEĆ ZRYWAM Z TOBĄ". Jednak stało się... Usłyszał wszystko. Czułam się z tym okropnie. . Od razu pobiegłam za nim. Jednak nie dałam rady go znaleźć. Załamana siadłam pod toaletą. Siedziałam i myślałam jakim jestem okropnym człowiekiem. Tylko ranie ludzi, na których mi zależy. Byliśmy przyjaciółmi, przynajmniej ja go traktowałam jak przyjaciela. Załamana wróciłam na stołówkę. Przy wejściu przyjaciele już byli przy mnie. Właśnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam.
Otóż dzień był piękny tak bardzo, że nie miałam ochoty się ruszyć do tej szkoły. Zimno było i nadal jest. Jak zawsze rano przyjechał autobus pod mój kochany domek. Ja zawodowy sportowiec przebiegłam schody lub właściwie to ujmując przeturlałam się po nich. Ze stukniętą pupą pojechałam do szkoły. Czasem źle się czuje jeżdżąc busem szkolnym. Dobra wracając do tematu.. Podjeżdżając już pod szkołę zobaczyłam moich kochanych przyjaciół. Nie ma dnia, gdy razem nie rozmawiamy. Musimy jesteśmy od Siebie uzależnieni jak palacze od papierosów. Muszą to zrobić inaczej nie przeżyją. Dziewczyny miały już ogarnięte wszystkie ploty, które mnie niezbyt interesowały. Oprócz jednej...
- Klaro słuchaj ( tak to moje imię, niestety.) Cała szkoła mówi o tym, że niedługo będzie ogłaszany bal. Będą szukać organizujących. Podobno chłopaki już chcą Ciebie zaprosić. Chyba, że pójdziesz z Dominikiem (to mój chłopak eh.)
- Wiecie dobrze, że ja nie chcę z nim iść.
- No my tak, ale reszta szkoły nie.
*Nagle idzie Damian i krzyczy*
- Łoo kogo my tu widzimy.
- A no mnie w całości - odpowiedziałam.
- Może dasz mi buzi na powitanie?
- Oj nie żartuj Sobie.
*Dryyń*
-Chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam.
Ledwo wytrzymałam do obiadu. Lubiłam nasza stołówkę. Miała dobre jedzenie tylko niestety drogie. Zawsze można było pogadać lub spisać prace domową. Jednak ostatnio myślałam wtedy tylko o jednym. Jak zerwać z Dominikiem. Nie mogę cały czas być z nim. Muszę to zrobić. Niestety muszę.. Czemu to musi być takie trudne.. Aż przez przypadek krzyknęłam- CHOLERA CZEMU NIE POTRAFIĘ PO PROSTU POWIEDZIEĆ ZRYWAM Z TOBĄ". Jednak stało się... Usłyszał wszystko. Czułam się z tym okropnie. . Od razu pobiegłam za nim. Jednak nie dałam rady go znaleźć. Załamana siadłam pod toaletą. Siedziałam i myślałam jakim jestem okropnym człowiekiem. Tylko ranie ludzi, na których mi zależy. Byliśmy przyjaciółmi, przynajmniej ja go traktowałam jak przyjaciela. Załamana wróciłam na stołówkę. Przy wejściu przyjaciele już byli przy mnie. Właśnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)