Z pozoru wyglądam na szczęśliwą dziewczynę, ale czy nią jestem? Raczej nie. Nie czuje się szczęśliwa. Czegoś mi brak... Sama nie wiem czego. Niektórzy mi zazdroszczą, ale tak na prawdę nie ma czego. Niby pieniędzy nam nie brakuje, tata ma nową partnerkę, którą akceptuje, dostaje wszystko co mi się zamarzy, mam świetne oceny i najwspanialszych przyjaciół na świecie. Niby mam chłopaka, ale jakoś nie jest mi z nim dobrze. Wiem, że to źle chodzić z kimś kogo się już nie kocha, ale ja nie potrafię... Nie potrafię z nim zerwać. Jestem życiowym tchórzem, który myśli, że popadnie w depresje lub już w nią popadł. W moim życiu jednak czegoś brakuje. Czuje się samotna. Cholernie samotna...
Otóż dzień był piękny tak bardzo, że nie miałam ochoty się ruszyć do tej szkoły. Zimno było i nadal jest. Jak zawsze rano przyjechał autobus pod mój kochany domek. Ja zawodowy sportowiec przebiegłam schody lub właściwie to ujmując przeturlałam się po nich. Ze stukniętą pupą pojechałam do szkoły. Czasem źle się czuje jeżdżąc busem szkolnym. Dobra wracając do tematu.. Podjeżdżając już pod szkołę zobaczyłam moich kochanych przyjaciół. Nie ma dnia, gdy razem nie rozmawiamy. Musimy jesteśmy od Siebie uzależnieni jak palacze od papierosów. Muszą to zrobić inaczej nie przeżyją. Dziewczyny miały już ogarnięte wszystkie ploty, które mnie niezbyt interesowały. Oprócz jednej...
- Klaro słuchaj ( tak to moje imię, niestety.) Cała szkoła mówi o tym, że niedługo będzie ogłaszany bal. Będą szukać organizujących. Podobno chłopaki już chcą Ciebie zaprosić. Chyba, że pójdziesz z Dominikiem (to mój chłopak eh.)
- Wiecie dobrze, że ja nie chcę z nim iść.
- No my tak, ale reszta szkoły nie.
*Nagle idzie Damian i krzyczy*
- Łoo kogo my tu widzimy.
- A no mnie w całości - odpowiedziałam.
- Może dasz mi buzi na powitanie?
- Oj nie żartuj Sobie.
*Dryyń*
-Chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam.
Ledwo wytrzymałam do obiadu. Lubiłam nasza stołówkę. Miała dobre jedzenie tylko niestety drogie. Zawsze można było pogadać lub spisać prace domową. Jednak ostatnio myślałam wtedy tylko o jednym. Jak zerwać z Dominikiem. Nie mogę cały czas być z nim. Muszę to zrobić. Niestety muszę.. Czemu to musi być takie trudne.. Aż przez przypadek krzyknęłam- CHOLERA CZEMU NIE POTRAFIĘ PO PROSTU POWIEDZIEĆ ZRYWAM Z TOBĄ". Jednak stało się... Usłyszał wszystko. Czułam się z tym okropnie. . Od razu pobiegłam za nim. Jednak nie dałam rady go znaleźć. Załamana siadłam pod toaletą. Siedziałam i myślałam jakim jestem okropnym człowiekiem. Tylko ranie ludzi, na których mi zależy. Byliśmy przyjaciółmi, przynajmniej ja go traktowałam jak przyjaciela. Załamana wróciłam na stołówkę. Przy wejściu przyjaciele już byli przy mnie. Właśnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz