Lekcja mijała mi bardzo wolno. Cały czas myślałam o wszystkim co mnie teraz czeka. Rozmowa z dziewczynami, możliwe, że spotkanie z Damianem lub spotkanie z Kacprem. Niby znam go niecałą godzinę, ale wydaje się w porządku.
*Dryń*
Starałam się spakować jak najszybciej i wyjść. Jednak niezbyt mi się to udało. Dziewczyny już dawno się spakowały i czekały na mnie przed salą. Udałam, że ich wcale nie widzę.
- A ty dokąd idziesz? - spytała Justyna.
- Pod salę. - odrzekłam.
- Jesteś pewna? Nigdy tam nie chodziłaś od razu po skończeniu lekcji. - uśmiechnęła się arogancko.
- Ale dzisiaj mam taki kaprys. Coś jeszcze? - nic nie odpowiedziała - Tak myślałam. - po tych słowach poszłam dalej.
- Klara czekaj!- pociągnęła mnie za rękę do toalety.
- Wow toaleta bardzo ciekawe miejsce do rozmowy- odparłam.
- Porozmawiajmy - powtórzyła.
- Ale niby o czym. Nie mamy o czym gadać. Przecież nic pomiędzy mną, Tobą, a Wiką nie jest. Nadal się przyjaźnimy.
- Wiem, ale nas unikasz. To nie jest fajne.
- Ale nie was unikam. - zaczęłam żałować tego zdania.
- To niby kogo? - spytała
- Nie Twój interes - szłam już do wyjścia, ale musiała mnie złapać. Stałyśmy. Justyna trzymała mnie za rękę i nie chciała puścić, a ja nie miałam zamiaru się do niej odwracać.
- Powiedz, inaczej Cię nie puszcze. - powiedziała stanowczo.
- Damiana. - po tych słowach zabrałam swoją dłoń i wyszłam.
Nie chciałam już nikogo widzieć. Jeszcze bardziej bałam się go spotkać. Szłam przerażona tym korytarzem. Moje oczy przypominały szkło. Stłuczone szkło. Poczułam coś na swoim policzku, były to łzy. Wystraszona zaczęłam biec przez ten korytarz. Pobiegłam na dach, gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć. Było to niesamowite odizolować się od wszystkich problemów. Tylko ja i cisza. Prawda, że piękne to brzmi. Wyjęłam pamiętnik i opisywałam moje wszystkie uczucia. Po paru minutach skończyłam. Zaczęłam chodzić po dachu szkoły. Usiadłam sobie w rogu i westchnęłam smutno. Zaczęłam rozmyślać czy to ma jakiś sens uciekać teraz przed problemami jak i tak będę zmuszona stanąć z nimi w twarz. Dusiłam w sobie uczucia. Myślałam jak się ich pozbyć. Nagle mnie olśniło. Wstałam i poszłam do plecaka, szukałam kartki, długopisu i zapalniczki. Napisałam na niej co mnie trapi, moje uczucia. Wstałam i spaliłam ją, a jej popiół puściłam w wiatr. Niech idą do kogoś innego. Do kogoś kto je zniesie. Zmęczona upadłam na ziemię. Poczułam się lepiej. Lżej. Nie męczyły mnie te wszystkie emocje. Może mi się tylko zdaje. Na koniec zrobiłam zdjęcia widoków i poszłam na lekcje. Niestety się spóźniłam.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Witaj Klaro. Czemu się spóźniłaś?
- no eee... ten no... - nic nie wpadło mi do głowy.
- No ten.. już siadaj.- odparła.
- Przepraszam za spóźnienie. - Po tych słowach poszłam w stronę ławki. Chciałam iść na swoje miejsce, ale ktoś mnie pociągnął za rękę i wylądowałam koło Damiana. Chciałam wstać i wrócić na swoje miejsce, ale nie pozwolił mi. Przyznam, że niezbyt byłam zadowolona tym, że muszę siedzieć koło niego. Może tak miało się stać. Nikt tego nie wie. Przynajmniej to o jeden krok bliżej do wyjaśnienia sobie wszystkiego. Próbowałam się skupić na lekcji, ale myślałam o nim. Zamiast rozmawiać z nim, uśmiechać się do niego to ja siedziałam w ciszy udając, że go tutaj nie ma.
- Co ja wygaduje... - powiedziałam pod nosem. Zrozumiałam, że On mi się podoba. Z całego tego myślenia wyrwało mnie szturchnięcie w łokieć. Przecież wiadomo kto to był, Damian. Próbował mi wcisnąć kartkę, na której coś pisało. Odtrącałam ją za każdym razem. Niestety pani do nas podeszła i wzięła kartkę. Zaczęła ją czytać na głos.
- Klara proszę Cie. Pogadajmy, musimy sobie coś wyjaśnić. To nie jest tak jak myślisz. - po tych słowach nauczycielka zgniotła kartkę i wyrzuciła ją do kosza. Myślałam, że zapadnę się ze wstydu. Za karę musieliśmy iść do tablicy. Dobrze tyle, że poszło nam to wszystko szybko. Jesteśmy dobrzy z matematyki. Całą lekcje myślami byłam gdzie indziej. Ocknęłam się pod koniec lekcji.
- To na tyle dziękuję, do widzenia.- powiedziała nauczycielka. Od razu po tym zabrzmiał dzwonek. Wyszłam z sali. Ktoś biegł za mną.
- Klara! czekaj! - słyszałam za Sobą głos. Tą osobą był Damian. Dogonił mnie. Miał już coś mówić, ale ktoś mu przerwał.
- Przepraszam, ale ja chce z nią pogadać. Będziesz zmuszony poczekać. - powiedział z uśmiechem Kacper. Kiedy na twarzy tego człowieka brakuje uśmiechu. Niech mi ktoś powie bo chyba oszaleje!
- Ale.. - Damian nie wiedział co powiedzieć. Stał wryty. Jakby był ścianą. Nagle się ocknął i odszedł zły zatrzaskując jedną z otwartych szafek.
- No to co robimy? - spytał Kacper.
- Ty idziesz do domu, a ja muszę coś załatwić. - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ehh. Myślałem, że wracamy razem.
- To jutro, ok?
- Jasne - uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się zwiększył. Po tych słowach się odwrócił.
- Dziękuję Ci. - powiedziałam.
- Za co? - spytał zdziwiony.
- Za to, że pomogłeś mi w pozbyciu się Damiana. - po tych słowach podeszłam i cmoknęłam go w policzek i poszłam. Odwróciłam się na chwilę, stał nieruchomo, a w jego oczach świeciły się iskierki. Zmierzałam ku gabinetowi Pani Psycholog. Trochę obawiałam się tej wizyty. Stałam już przed drzwiami, widniał na nich napis P.Pedagog. Zestresowana chodziłam w prawo i w lewo ruszając rękami. Zdecydowałam, że zapukam do drzwi i wejdę, tyle. To nie jest takie trudne. Gdy moja ręka unosiła się w górze nagle drzwi się otworzyły. Wyszła z nich blondynka o ciemnej karnacji. Była smutna. Jej piwne oczy mieniły się jak szkło. Gdy mnie zobaczyła od razu spuściła głowę w dół. Stałam tam z otwartą buzią. Drzwi nadal były otwarte.
- Witaj Klaro. Zapraszam. - odparła kobieta. Zauważyła, że jestem w bezruchu.
- Przepraszam, może pani powtórzyć. - odparłam, ale nadal stałam jak kamień..
- Prosiłam Cię o wejście. - po tych słowach weszłam do gabinetu i usiadłam po drugiej stronie biurka.
- Po co miałam przyjść.
- Chciałam porozmawiać. Spytać jak się twoje sprawy mają.
- Nijak, ale powoli jest lepiej.
- To dobrze. Mogę o coś spytać? - spytała z uśmiechem.
- A ja mogę?
- Jasne, nie wstydź się. - odpowiedziała zdziwiona.
- Co to była za dziewczyna i czemu Ona płakała?
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć. Praca mi tego zabrania i ufność jej. Tyle powiem, że zamieszana będzie w to policja.
- Aż nie wiem co powiedzieć, czyli aż tak bardzo jest to poważne. - odpowiedziałam. Byłam smutna. Obca mi osoba płakała, a jeszcze policja jest w to zamieszana. Współczuje jej. Śliczna dziewczyna, a aktualnie musi przeżywać piekło. Rozmawiałam ze szkolnym pedagogiem jeszcze jakieś pół godziny i wróciłam do domu.
sobota, 9 listopada 2013
piątek, 1 listopada 2013
Rozdział V - Co to za dziewczyna?
Hej miło Cię widzieć! - powiedziała dziewczyna o rudych włosach, niskiego wzrostu. Miała piękne oczy, zielone. Świeciły w słońcu. Uśmiechała się do mnie. Była zmęczona. Chyba biegła całą drogę.
- Cześć. Kim Ty jesteś? - spytałam zdziwiona.
- Jestem Melisa. Siostra Dominika
- To czego ode mnie chcesz? Przecież ja już nie jestem z Twoim bratem. - odparłam.
- Wiem, ale On się Ciebie boi.
- Że co? Ja straszna. No ludzie... Czyli aż tak jestem brzydka? - wybuchłam śmiechem.
- Nie - odparła z uśmiechem. - Po prostu On się boi Ciebie zobaczyć, ponieważ obwinia się.
- Niby o co? Przecież to nie jego wina.
- Wiem, ale ... - Jakby się zacięła.
- ale? - spytałam.
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć.
- to pa. - Po tych słowach zaczęłam iść szybciej. O co jej chodziło? Chciała porozmawiać o nim, gdy On dla mnie powoli przestaje istnieć. Droga mijała mi nieprzyjemnie. Chociaż na chwilę mogłam zdjąć Swój fałszywy uśmiech. Dotarłam do szkoły. Zobaczyłam Damiana jak rozmawia z dziewczynami. Nie jestem pewna czy mnie zauważył, ale przynajmniej nie szedł w moja stronę. Zaczęłam podążać w kierunki sali. Idąc korytarzem czułam spojrzenia innych osób. Osób, których nie znałam. Czułam się dziwnie. Pierwszy raz szłam sama, całkiem sama. Podeszłam pod salę, gdzie miałam zajęcia. Niestety nikogo nie było. Czekałam sama aż zadzwoni dzwonek. Mijały minuty, a dzwonek nie dzwonił. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 7:23.
-Cholera. - Mruknęłam pod nosem. Lekcje zaczynają się dopiero o 8:00. Niestety szatnia nie będzie jeszcze otwarta. Z tego wszystkiego wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Zaczęłam po niej bazgrać, pisać. Nic mi nie wychodziło. Z tego wszystkiego zgniotłam kartkę i rzuciłam ją przed Siebie. Niestety komuś rzuciłam to pod nogi. Nie chciałam zobaczyć komu, więc schowałam głowę. Jednak ciekawość wygrała. Był to blondyn, nieźle zbudowany, wysoki, zadbany, a jego zielone oczy mieniły się. Podniósł kartkę odwinął ją i zobaczył rysunek. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- To chyba Twoje. - Powiedział z uśmiechem.
- Chyba tak. - odparłam.
- Czemu to wyrzuciłaś? Przecież to jest świetne.
- Moim zdaniem okropne.
- Chyba nigdy nie widziałaś okropnego rysunku. - odparł.
- Jednak widziałam. Za to chyba Ty nie znasz się na sztuce.
- Uwierz mi wiem więcej na ten temat niż Ty sama. - trochę się zaśmiał.
- Super jeszcze coś? - Krzyknęłam.
- Dobrze, przepraszam. Mogę to zatrzymać? - zapytał cały czas się uśmiechając.
- Jasne. Bierz to ja tego nie chce już nigdy widzieć.
- Dziękuję, a tak w ogóle jestem Kacper.
- Madzia, miło mi. Nigdy wcześniej nie widziałam Cię w tej szkole.
- Jestem nowy. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Wiesz, że cała szkoła o Tobie gada?
- Niezbyt mnie to interesuje, ale możesz powiedzieć o czym. - Uśmiechnęłam się sama do Siebie.
- Powiadasz, że Cie to nie interesuje. No, ale dobrze. Nie chce podpaść mojej nowej koleżance. - Uśmiechnął się tak uroczo, że aż krzywdą byłoby nie odwzajemnić tego.
- No mów, nie uśmiechaj się. - lekko się zaśmiałam.
- Podobno dziewczyny są zazdrosne o Ciebie, ponieważ każdy chłopak chciał podejść do Ciebie i pogadać. Podobno się pokłóciłaś ze znajomymi. Tylko tyle słyszałem.
- Przynajmniej nic złego. Tyle dobrze, ale niestety to wszystko jest kłamstwem.
- Czemu kłamstwem?
- Ponieważ ja się z nimi nie pokłóciłam. Tylko boje się spotkania z jedną osobą spośród nich.
*Dryń*
- Dobra ja idę na lekcje. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy.
- Na pewno, cześć.
- Hej - Po tych słowach odszedł.
Pod salą była już moja cała klasa. Dziewczyny do mnie podeszły.
- Czemu tak sama siedzisz? - spytała Wiktoria
- Tak jakoś nie mam nastroju.
- Może jednak kogoś unikasz. - Stwierdziła Justyna.
- Może tak może nie. - Już zaczęłam wstawać, ale..
- Nigdzie się nie ruszasz. - oznajmiła Justyna - Klara. Wiemy, że coś się stało. To widać. Uważaj bo dziewczyny są zazdrosne i będą chciały Cie zniszczyć.
- No i niech sobie mnie niszczą. Nie obchodzi mnie to - odparłam i znowu spróbowałam wstać.
- Mówiłam już, że nigdzie nie idziesz. - krzyknęła Justyna.
- Ale muszę zanieść rzeczy do szatni.
- Ja ci mogę zanieść. - powiedziała Wiktoria.
- Nie trzeba, sama Sobie poradzę - wycedziłam przez zęby i z przymusu oddałam jej rzeczy. Justyna siadła naprzeciwko mnie.
- Klara, proszę.. Porozmawiaj z nami... - Nie mogła skończyć, ponieważ przyszła nauczycielka.
- Cześć. Kim Ty jesteś? - spytałam zdziwiona.
- Jestem Melisa. Siostra Dominika
- To czego ode mnie chcesz? Przecież ja już nie jestem z Twoim bratem. - odparłam.
- Wiem, ale On się Ciebie boi.
- Że co? Ja straszna. No ludzie... Czyli aż tak jestem brzydka? - wybuchłam śmiechem.
- Nie - odparła z uśmiechem. - Po prostu On się boi Ciebie zobaczyć, ponieważ obwinia się.
- Niby o co? Przecież to nie jego wina.
- Wiem, ale ... - Jakby się zacięła.
- ale? - spytałam.
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć.
- to pa. - Po tych słowach zaczęłam iść szybciej. O co jej chodziło? Chciała porozmawiać o nim, gdy On dla mnie powoli przestaje istnieć. Droga mijała mi nieprzyjemnie. Chociaż na chwilę mogłam zdjąć Swój fałszywy uśmiech. Dotarłam do szkoły. Zobaczyłam Damiana jak rozmawia z dziewczynami. Nie jestem pewna czy mnie zauważył, ale przynajmniej nie szedł w moja stronę. Zaczęłam podążać w kierunki sali. Idąc korytarzem czułam spojrzenia innych osób. Osób, których nie znałam. Czułam się dziwnie. Pierwszy raz szłam sama, całkiem sama. Podeszłam pod salę, gdzie miałam zajęcia. Niestety nikogo nie było. Czekałam sama aż zadzwoni dzwonek. Mijały minuty, a dzwonek nie dzwonił. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 7:23.
-Cholera. - Mruknęłam pod nosem. Lekcje zaczynają się dopiero o 8:00. Niestety szatnia nie będzie jeszcze otwarta. Z tego wszystkiego wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Zaczęłam po niej bazgrać, pisać. Nic mi nie wychodziło. Z tego wszystkiego zgniotłam kartkę i rzuciłam ją przed Siebie. Niestety komuś rzuciłam to pod nogi. Nie chciałam zobaczyć komu, więc schowałam głowę. Jednak ciekawość wygrała. Był to blondyn, nieźle zbudowany, wysoki, zadbany, a jego zielone oczy mieniły się. Podniósł kartkę odwinął ją i zobaczył rysunek. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- To chyba Twoje. - Powiedział z uśmiechem.
- Chyba tak. - odparłam.
- Czemu to wyrzuciłaś? Przecież to jest świetne.
- Moim zdaniem okropne.
- Chyba nigdy nie widziałaś okropnego rysunku. - odparł.
- Jednak widziałam. Za to chyba Ty nie znasz się na sztuce.
- Uwierz mi wiem więcej na ten temat niż Ty sama. - trochę się zaśmiał.
- Super jeszcze coś? - Krzyknęłam.
- Dobrze, przepraszam. Mogę to zatrzymać? - zapytał cały czas się uśmiechając.
- Jasne. Bierz to ja tego nie chce już nigdy widzieć.
- Dziękuję, a tak w ogóle jestem Kacper.
- Madzia, miło mi. Nigdy wcześniej nie widziałam Cię w tej szkole.
- Jestem nowy. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Wiesz, że cała szkoła o Tobie gada?
- Niezbyt mnie to interesuje, ale możesz powiedzieć o czym. - Uśmiechnęłam się sama do Siebie.
- Powiadasz, że Cie to nie interesuje. No, ale dobrze. Nie chce podpaść mojej nowej koleżance. - Uśmiechnął się tak uroczo, że aż krzywdą byłoby nie odwzajemnić tego.
- No mów, nie uśmiechaj się. - lekko się zaśmiałam.
- Podobno dziewczyny są zazdrosne o Ciebie, ponieważ każdy chłopak chciał podejść do Ciebie i pogadać. Podobno się pokłóciłaś ze znajomymi. Tylko tyle słyszałem.
- Przynajmniej nic złego. Tyle dobrze, ale niestety to wszystko jest kłamstwem.
- Czemu kłamstwem?
- Ponieważ ja się z nimi nie pokłóciłam. Tylko boje się spotkania z jedną osobą spośród nich.
*Dryń*
- Dobra ja idę na lekcje. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy.
- Na pewno, cześć.
- Hej - Po tych słowach odszedł.
Pod salą była już moja cała klasa. Dziewczyny do mnie podeszły.
- Czemu tak sama siedzisz? - spytała Wiktoria
- Tak jakoś nie mam nastroju.
- Może jednak kogoś unikasz. - Stwierdziła Justyna.
- Może tak może nie. - Już zaczęłam wstawać, ale..
- Nigdzie się nie ruszasz. - oznajmiła Justyna - Klara. Wiemy, że coś się stało. To widać. Uważaj bo dziewczyny są zazdrosne i będą chciały Cie zniszczyć.
- No i niech sobie mnie niszczą. Nie obchodzi mnie to - odparłam i znowu spróbowałam wstać.
- Mówiłam już, że nigdzie nie idziesz. - krzyknęła Justyna.
- Ale muszę zanieść rzeczy do szatni.
- Ja ci mogę zanieść. - powiedziała Wiktoria.
- Nie trzeba, sama Sobie poradzę - wycedziłam przez zęby i z przymusu oddałam jej rzeczy. Justyna siadła naprzeciwko mnie.
- Klara, proszę.. Porozmawiaj z nami... - Nie mogła skończyć, ponieważ przyszła nauczycielka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)