Hej miło Cię widzieć! - powiedziała dziewczyna o rudych włosach, niskiego wzrostu. Miała piękne oczy, zielone. Świeciły w słońcu. Uśmiechała się do mnie. Była zmęczona. Chyba biegła całą drogę.
- Cześć. Kim Ty jesteś? - spytałam zdziwiona.
- Jestem Melisa. Siostra Dominika
- To czego ode mnie chcesz? Przecież ja już nie jestem z Twoim bratem. - odparłam.
- Wiem, ale On się Ciebie boi.
- Że co? Ja straszna. No ludzie... Czyli aż tak jestem brzydka? - wybuchłam śmiechem.
- Nie - odparła z uśmiechem. - Po prostu On się boi Ciebie zobaczyć, ponieważ obwinia się.
- Niby o co? Przecież to nie jego wina.
- Wiem, ale ... - Jakby się zacięła.
- ale? - spytałam.
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć.
- to pa. - Po tych słowach zaczęłam iść szybciej. O co jej chodziło? Chciała porozmawiać o nim, gdy On dla mnie powoli przestaje istnieć. Droga mijała mi nieprzyjemnie. Chociaż na chwilę mogłam zdjąć Swój fałszywy uśmiech. Dotarłam do szkoły. Zobaczyłam Damiana jak rozmawia z dziewczynami. Nie jestem pewna czy mnie zauważył, ale przynajmniej nie szedł w moja stronę. Zaczęłam podążać w kierunki sali. Idąc korytarzem czułam spojrzenia innych osób. Osób, których nie znałam. Czułam się dziwnie. Pierwszy raz szłam sama, całkiem sama. Podeszłam pod salę, gdzie miałam zajęcia. Niestety nikogo nie było. Czekałam sama aż zadzwoni dzwonek. Mijały minuty, a dzwonek nie dzwonił. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 7:23.
-Cholera. - Mruknęłam pod nosem. Lekcje zaczynają się dopiero o 8:00. Niestety szatnia nie będzie jeszcze otwarta. Z tego wszystkiego wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Zaczęłam po niej bazgrać, pisać. Nic mi nie wychodziło. Z tego wszystkiego zgniotłam kartkę i rzuciłam ją przed Siebie. Niestety komuś rzuciłam to pod nogi. Nie chciałam zobaczyć komu, więc schowałam głowę. Jednak ciekawość wygrała. Był to blondyn, nieźle zbudowany, wysoki, zadbany, a jego zielone oczy mieniły się. Podniósł kartkę odwinął ją i zobaczył rysunek. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- To chyba Twoje. - Powiedział z uśmiechem.
- Chyba tak. - odparłam.
- Czemu to wyrzuciłaś? Przecież to jest świetne.
- Moim zdaniem okropne.
- Chyba nigdy nie widziałaś okropnego rysunku. - odparł.
- Jednak widziałam. Za to chyba Ty nie znasz się na sztuce.
- Uwierz mi wiem więcej na ten temat niż Ty sama. - trochę się zaśmiał.
- Super jeszcze coś? - Krzyknęłam.
- Dobrze, przepraszam. Mogę to zatrzymać? - zapytał cały czas się uśmiechając.
- Jasne. Bierz to ja tego nie chce już nigdy widzieć.
- Dziękuję, a tak w ogóle jestem Kacper.
- Madzia, miło mi. Nigdy wcześniej nie widziałam Cię w tej szkole.
- Jestem nowy. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Wiesz, że cała szkoła o Tobie gada?
- Niezbyt mnie to interesuje, ale możesz powiedzieć o czym. - Uśmiechnęłam się sama do Siebie.
- Powiadasz, że Cie to nie interesuje. No, ale dobrze. Nie chce podpaść mojej nowej koleżance. - Uśmiechnął się tak uroczo, że aż krzywdą byłoby nie odwzajemnić tego.
- No mów, nie uśmiechaj się. - lekko się zaśmiałam.
- Podobno dziewczyny są zazdrosne o Ciebie, ponieważ każdy chłopak chciał podejść do Ciebie i pogadać. Podobno się pokłóciłaś ze znajomymi. Tylko tyle słyszałem.
- Przynajmniej nic złego. Tyle dobrze, ale niestety to wszystko jest kłamstwem.
- Czemu kłamstwem?
- Ponieważ ja się z nimi nie pokłóciłam. Tylko boje się spotkania z jedną osobą spośród nich.
*Dryń*
- Dobra ja idę na lekcje. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy.
- Na pewno, cześć.
- Hej - Po tych słowach odszedł.
Pod salą była już moja cała klasa. Dziewczyny do mnie podeszły.
- Czemu tak sama siedzisz? - spytała Wiktoria
- Tak jakoś nie mam nastroju.
- Może jednak kogoś unikasz. - Stwierdziła Justyna.
- Może tak może nie. - Już zaczęłam wstawać, ale..
- Nigdzie się nie ruszasz. - oznajmiła Justyna - Klara. Wiemy, że coś się stało. To widać. Uważaj bo dziewczyny są zazdrosne i będą chciały Cie zniszczyć.
- No i niech sobie mnie niszczą. Nie obchodzi mnie to - odparłam i znowu spróbowałam wstać.
- Mówiłam już, że nigdzie nie idziesz. - krzyknęła Justyna.
- Ale muszę zanieść rzeczy do szatni.
- Ja ci mogę zanieść. - powiedziała Wiktoria.
- Nie trzeba, sama Sobie poradzę - wycedziłam przez zęby i z przymusu oddałam jej rzeczy. Justyna siadła naprzeciwko mnie.
- Klara, proszę.. Porozmawiaj z nami... - Nie mogła skończyć, ponieważ przyszła nauczycielka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz