Zbliżały się do Siebie.. Zaczęłam panikować. Czy to przerywać czy pozwolić się pocałować. Jeszcze nigdy się nie całowałam, więc bałam się bardzo mocno. Nasze usta się prawie dotknęły. Na szczęście zabrzmiał dzwonek. Wstałam szybko i poszłam. Wychodząc ze schowka usłyszałam "Przepraszam" Były to słowa Damiana. Zadręczał się. Zatrzymałam się przy szafkach. Czułam jak łzy znowu spływają mi po twarzy. Z całej siły uderzyłam w szafkę.
- Cholera. Czemu muszę mieć coraz więcej problemów. - zmęczona już tym wszystkim upadłam na podłogę. Siedziałam tam. Zwijałam się z bólu. Przy uderzeniu zrobiłam Sobie coś w rękę. Nie wiedziałam co z Sobą zrobić, więc udałam się do szkolnego psychologa. Była to piękna szatynka o niebieskich oczach, średniego wzrostu, chuda. Każdy ją lubił. Pomagała we wszystkim. Na prawdę lubiła swoją pracę jak i to, że otaczają ją dzieci.
- Dobry.
- Witaj Klaro. Siadaj śmiało. - Przywitała mnie. Ona jak zwykle w wyśmienitym humorze. Nie wiem jak Ona to robiła. Też bym tak chciała. - Co Ciebie do mnie sprowadza? - spytała zdziwiona.
- Same problemy. Jak jest jeden to zaraz drugi. Nie mam jak Sobie z nimi poradzić.
- Na pewno nie jest tak źle. - Zdziwiona nadal patrzała na mnie.
- Niech Pani uwierzy, że jest.
- Na pewno będzie lepiej. - próbowała mi dodać otuchy lecz na próżno.
- A Pani w to wierzy, że kiedyś będzie dobrze, że kiedyś obudzimy się na prawdę szczęśliwi, że nie pomylimy tego szczęścia, że ono nas nie opuści.
- Szczerze.. to sama w to nie wierze. - Teraz to ja patrzałam na nią ze zdziwioną miną. Wydawała się taka szczęśliwa, wszędzie chodziła radosna. Tym swoim uśmiechem zarażała innych.
*Dryń*
- Lepiej idź już. - powiedziała z powagą.
- Dobrze. - odrzekłam i zwróciłam się do wyjścia. - A właśnie.. Zbytnio nie wiem jak to powiedzieć, ale nie było mnie na kilku lekcjach, ponieważ musiałam się postarać załatwić to wszystko. Czy może pani mi jakoś usprawiedliwić te godziny? - spytałam z lekką powagą, ale również strachem.
- Jasne, tylko proszę przyjdź do mnie. Porozmawiamy.
- Dobrze, dziękuje, żegnam.
Całą drogę rozmyślałam o słowach Pani pedagog. Taka uśmiechnięta kobieta, a smutna. Udawany uśmiech, udawany śmiech, skrywane łzy. Jakby przeciwieństwo jej. Przechodząc koło placu zauważyłam grupkę dzieci bawiących się na placu zabaw. Od razu przypomniałam Sobie o mnie i Laurze, gdy razem bawiłyśmy się w piaskownicy. Dorastałyśmy razem, byłyśmy jak siostry. Jednak po mojej wyprowadzce straciłyśmy kontakt. Niby czasem ją odwiedzam, ale nadal to nie to samo. Ona ma swoich znajomych, a ja swoich. Nie jesteśmy już sobie aż tak bliskie. Tak bardzo byłam zamyślona, że nawet nie zauważyłam, że już prawie jestem w domu.
***
-Wróciłam! - krzyknęłam. Mama biegała po całym domu jakby czegoś zgubiła. - Mamo co Ty robisz ?
- Widziałaś tą moją bransoletkę z małymi diamentami, którą Tata dał mi na naszą rocznicę ? - spytała.
- Tak, ale co ma bransoletka z tym wspólnego, że biegasz po całym domu.
- Kochanie to nie Twoja sprawa. Dowiesz się w swoim czasie. - po tych słowach uśmiechnęła się i poszła szukać dalej.
- Odpowiedz na moje pytanie! - Krzyknęłam.
- Odpowiedziałam już.
- Powiedz mi. Mamo czy Ty znowu uganiasz się za chłopakami ? - spytałam zdziwiona.
- Jeśli tak to co. Klaro żyje się raz. Chyba nie chcesz widzieć mnie samotną na starość.
- Przecież tata niedawno umarł, a Ty już chcesz to wykorzystać ?
- Przecież nie mogę żyć przeszłością. Przyznam brakuje mi czasem Twojego ojca, ale to nie koniec świata. Jedni odchodzą, a drudzy przychodzą.
- Mamo co Ty gadasz. Może zadzwonię po psychologa. - odparłam z kpiną.
- Daj spokój i powiedz, gdzie jest ta bransoletka.
- W szufladzie pod nożami i proszę jak mówisz to popatrz chociaż na mnie. - po tych słowach poszłam do pokoju. Nie miałam ochoty na nic. Zupełnie na nic. Padłam na łóżko, wszystko mi się plątało. Nie potrafiłam nic ułożyć w swojej głowie. Coraz więcej zagadek. Podłączyłam Sobie słuchawki do telefonu, puściłam piosenkę na full i odpłynęłam z tego świata. Zwykle zasnęłam. Spałam jakieś trzy godziny. Nie chciało mi się wstawać, więc leżąc i słuchając muzyki robiłam zdjęcia wszystkiego co popadnie. Później jednak wstałam, odrobiłam lekcje i poszłam spać.
*Rano*
Obudził mnie budzik. Jak ja nienawidzę szkoły, marnuje mi całe życie. Ranek jak każdy inny minął szybko i niechętnie. W drodze do szkoły myślałam. Cały czas myślę. Jednak to powinno być hobby. Nagle usłyszałam wołanie. Ktoś wołał moje imię
- Cholera, że ktoś musiał mnie zauważyć. No dawaj Klara pokazuj uśmiech. - mruknęłam pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz