sobota, 26 października 2013

Rozdział III - Co to ma znaczyć?

Tłumiłam w Sobie emocje. Chciałam wyłamać te drzwi. Dojść do niego. Pokazać mu co czuję. Próbowałam wszystko zgonić na niego. Świadomie zadawałam Sobie ból. Chyba powinnam to polubić.
- Klara co Ty gadasz jesteś psychiczna! - mówiłam sama do Siebie.
- O co Ci chodzi? - zapomniałam o jego obecności.
- O nic. - Nie powiem mu prawdy. Nie potrafię... Nie mogę komuś zaufać. Wyśmieją mnie. Niby co ja wiem o życiu. Trochę więcej niż im się zdaje. Ja też mam uczucia i tutaj żyje. Z tego wszystkie podeszłam do lustra. Zobaczyłam siebie bladą, zapłakaną, nie mającej siły do niczego. Nawet normalnego funkcjonowania. Byłam ohydna. Jeszcze brzydsza niż zawsze. Nie mogłam już na Siebie patrzeć. Zdenerwowałam się i wyszłam trzaskając drzwiami. Idąc korytarzem czułam się dziwnie. Nikogo nie było, ciemno. Włożywszy ręce do kieszeni poszłam w wir myślenia. Myślałam o wszystkim co dobre i co złe. W pewnym momencie wystraszyłam się. Ktoś chodził po korytarzu, ale kto.. Uciekałam przed tą osobą. Nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwonił dzwonek. Całe szczęście już bym nie wytrzymała uciekając przed kimś. Znalazłam wreszcie moich przyjaciół. Byli ciekawi zaistniałej sytuacji. Jednak nie miałam ochoty im o tym mówić. Widzieli moje oczy, zauważyli, że coraz częściej są one jak ze szkła. Szkła, które ktoś roztrzaskał. Starali mi się pomóc, ale ja jednak tego nie chciałam. Bałam się pomocy, chociaż tak bardzo jej pragnęłam.
- Klara jak było, jak Ci poszło. Mów do cholery. Mamy prawo wiedzieć. - Krzyczeli nawzajem. Jednak, gdy na mojej twarzy pokazała się jedna, druga łza wiedzieli już jak było. Zabrali mnie stąd. Nie chcieli tak jak ja aby ktoś zauważył, że płacze. Jeszcze z tego powodu. Każdemu mówiłam, że związki w moim wieku nic nie znaczą. Chodzę dopiero do drugiej gimnazjum i jeszcze płaczę z powodu tego, że to ja zerwałam. Chyba zaczynam wariować. Zabrali mnie do schowku na szczotki.
-Gorszego miejsca chyba się nie dało - powiedziałam.
-Jeśli chcesz znajdziemy gorszy. - powiedział Damian, niby najlepszy przyjaciel, z całych sił stara mi się pomóc, ale niestety go odtrącam.
- Proszę, daj nam Sobie pomóc. - błagały dziewczyny.
- Sama sobie to zrobiłam. - westchnęłam smutno.
- Justyna, Wiktoria zostawicie mnie na chwile samego z Klarą? - spytał się dość poważnie. Zbyt poważnie jak na niego.
- Jasne. - Odparły, po czym wyszły.
Zostałam sam na sam z Damianem. Było mi dziwnie, byłam skrępowana. W powietrzu unosiła się cisza, która mnie uspokajała. Usiadłam Sobie w rogu małego pokoju.
- Wiesz.. - zaczął - Jeśli na prawdę Cie lubi to wybaczy Ci. Wróci do Ciebie. Przecież byliście przyjaciółmi, tego nie da się zniszczyć od tak. Mo..
- Ale jak ja to wszystko zepsułam. Nie mogłam mu powiedzieć jakoś to delikatnie, tylko od razu walnąć to.
- Przynajmniej nie dawałaś mu żadnej nadziei.
- Nadziei ? Dawałam mu ją przez cały ten 'związek'.
- Jesteś człowiekiem, który popełnia błędy. Każdy z nas robi coś źle. Myślisz, że ja nie.
Zaczął wycierać moje łzy.
- Proszę przestań i tak to nic nie da. Pomóż mi co mam zrobić.
- Może musi on poczekać chwilę. Nie tak łatwo jest ogarnąć się po związku.
- Przecież wiesz, że On tego nie brał na poważnie - odparłam
- Raz brał, raz nie. Było to mieszane. - Usiadł obok mnie i mówił dalej - Widocznie On sam nie dorósł jeszcze do związku. Jeszcze z taką wspaniałą dziewczyną jak Ty.
- Weź przestań bo się zarumienię - Po tych słowach uderzyłam go w ramię.
- Ale taka jest prawda.
- Kłamca!
- O widzę, że już Ci przeszło i teraz chcesz się mnie uczepić wyzywając moją osobę.
- Dzięki. - odpowiedziałam smutno.
- Ej przepraszam... - po czym mnie przytulił. Byłam z nim tak blisko. Czułam się świetnie mając takiego przyjaciela jak Damian. Nie zasługiwałam na niego. Po przytuleniu siedzieliśmy koło siebie. Jak para zakochanych, ja cała zapłakana siedziałam cała obejmowana jego silnym ramieniem. Wtulałam się w niego jak tylko potrafię. Po czym spojrzeliśmy na Siebie, a nasze twarze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz